nie pomimo, ale właśnie dlatego

Tutaj publikujcie swoje opowiadania, scenariusze, felietony, rysunki itp

Re: winter is coming

Postprzez Tomek Pt, 26.10.2012 22:56

dla mojej Najkochańszej Żony -
Joanny :)

Jej ulubiony wiersz...

Prośba o wyspy szczęśliwe

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

Konstanty Ildefons Gałczyński
1930
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming

Postprzez Tomek Śr, 31.10.2012 00:46

..
Ostatnio edytowano Pn, 13.07.2015 13:03 przez Tomek, łącznie edytowano 2 razy
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming

Postprzez Nostalgija Śr, 31.10.2012 19:06

Tomku raz jeszcze gratuluję!!!
Nostalgija
 
Posty: 3765
Dołączył(a): Wt, 27.03.2007 22:20
Lokalizacja: z otchłani źrenic

Re: winter is coming

Postprzez Nostalgija Śr, 31.10.2012 19:06

Tomku raz jeszcze gratuluję!!!
Nostalgija
 
Posty: 3765
Dołączył(a): Wt, 27.03.2007 22:20
Lokalizacja: z otchłani źrenic

Re: winter is coming

Postprzez Tomek N, 04.11.2012 01:06

dzięki, Nosti!! :)

taki jestem szczęśliwy teraz... :D
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming

Postprzez ageat J23 N, 04.11.2012 12:24

Tomku i ja gratuluję! Cieszę się Twoim szczęściem! :D
"Ten wpis nie ma nic na celu. Nic a nic, zupełnie. To zasadniczo losowo wklepane literki."
Avatar użytkownika
ageat J23
 
Posty: 735
Dołączył(a): Pn, 23.03.2009 22:56

(o) płatek

Postprzez Kamil Grygorowicz N, 04.11.2012 22:11

(o) płatek

miękko opadając w dół
patrząc na szczyty dachów i
przemieszczające się samochody
widzę tak wiele a
jestem tylko jednym z tysięcy
płatków śniegu.

miękko opadam na Twoją twarz i
kołyszę się na Twojej rzęsie
przez świetlne lata nie mógłbym być bliżej
Ciebie.

to nieprawda, że płatki śniegu znikają potajemnie.

16/12/12
Avatar użytkownika
Kamil Grygorowicz
 
Posty: 6
Dołączył(a): N, 04.11.2012 17:09
Lokalizacja: Warszawa

Re: winter is coming

Postprzez crusaider So, 17.11.2012 01:00

Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - zdaniowe wkręty, wtręty i rozbiory ;)


Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.

I w dyskotekowych neonach.

Kocham cię w kapeluszu z pawim piórkiem i w berecie.

I w czapce bejsbolówce!

W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.

I w domowym zaciszu kabaretów!



W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.

W winogronach, które zrywałaś i tych, które potoczyłem Ci do ust,

w mandarynkach, pomelo, kiwi i w tym owocu, co go jeszcze nie spróbowałem nawet...



I gdy śpisz.

Gdy Cię boli głowa.

Gdy znienacka zasypiasz. I gdy pracujesz skupiona.



W taksówce. I w samochodzie.

W autobusie linii 101,

który przemierza most Północny,

zwany Mostem Marii Curie-Skłodowskiej.



Bez wyjątku.

I na końcu ulicy. I na początku.



I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.

Zawsze - nawet, gdy nadal będziesz nosić tę okropną grzywkę.



Gdy jajko roztłukujesz nieładnie –

nawet gdy Ci łyżka spadnie…

A to i nawet całkiem ładnie!



I zwłaszcza, gdy będziesz sobie ze mnie żartować,

gdy umyjesz naczynia,

a nie poskładasz prania.

Gdy pięknie uprasujesz stos bielizny,

a nie zetrzesz kurzu…



zawsze już, rankiem i wieczorem,

dniem i nocą,

zimą jesienią latem

i wiosną…



za oknami zielone drzewa

skowronki na dachu.


K.I.G. (w mojej dowolnej i swobodnej zdaniowej interpretacji) ;)
Avatar użytkownika
crusaider
 
Posty: 346
Dołączył(a): Wt, 18.01.2011 23:19

Re: winter is coming

Postprzez crusaider So, 17.11.2012 01:10

http://www.youtube.com/watch?v=7HKoqNJt ... re=related

To już koniec
Wstrzymaj oddech i policz do dziesięciu
Poczuj jak ziemia osuwa się spod nóg
A potem słuchaj jak znów pęka mi serce

To już koniec
Tonęłam i śniłam o tej chwili
Tak spóźniona, jestem im dłużna
Jestem porwana, zostałam skradziona

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
I razem stawimy temu czoła

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
I razem stawimy temu czoła
W Skyfall

W Skyfall wszystko się zaczęło
Tysiąc mil stąd, na przeciwnym biegunie
Gdzie zderzają się światy i ciemne są dni
Możesz mieć mój numer
Możesz odebrać mi imię
Ale nigdy nie zdobędziesz mojego serca

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
Razem stawimy temu czoła

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
I razem stawimy temu czoła
W Skyfall

Gdzie pójdziesz Ty, pójdę i ja
To co ujrzysz, ujrzę ja
Wiem, że nigdy nie będę sobą
Bez ochrony twoich kochających ramion
Strzegących mnie od krzywdy
Weź mnie za rękę
I przetrzymamy...

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
I razem stawimy temu czoła

Niechaj runie niebo
Skoro się rozpada
Przetrzymamy to
I razem stawimy temu czoła
W Skyfall

Niechaj runie niebo
Przetrzymamy to
W Skyfall
Avatar użytkownika
crusaider
 
Posty: 346
Dołączył(a): Wt, 18.01.2011 23:19

Re: winter is coming

Postprzez Modesta argo Śr, 21.11.2012 19:33

Po prostu podoba mi się, szczególnie ten pierwszy.
Modesta argo
 
Posty: 6
Dołączył(a): Pn, 19.11.2012 22:14

Re: winter is coming

Postprzez Tomek Cz, 22.11.2012 00:10

..
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming

Postprzez crusaider Cz, 22.11.2012 00:14

ten pierwszy wiersz o kocie ? - ja go uwielbiam!! :D
Ostatnio edytowano Cz, 22.11.2012 00:21 przez crusaider, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
crusaider
 
Posty: 346
Dołączył(a): Wt, 18.01.2011 23:19

Re: winter is coming

Postprzez crusaider Cz, 22.11.2012 00:20

A teraz coś ode mnie :

No matter where you go…



Znajdę Cię, kochanie,

Znajdę Cie w każdym Twoim śnie.



Gdziekolwiek będziesz

dokądkolwiek pójdziesz...



Odkopię wszelkie korytarze Twoich marzeń,

odkryję wszystkie pustynne ścieżki Twych myśli,

odnajdę krąg wszystkich Twoich pragnień!



W każdym napotkanym źdźble trawy

znajdę Cię.



W słońcu tańczącym leniwie,

w księżycu śpiewającym niepokojąco,

w żółtych falujących łanach polnych zbóż

wiatrem smaganych lekko,

w dostojnych górskich szczytach,

w potokach źródlanej wody

kaskadami spływającej

poczuję Twoje istnienie

i znajdę Cię.



Wreszcie znajdę Cię,

nasycę się Tobą

i już mi nigdy nie uciekniesz w Twoim śnie…



No matter where you go…

I will find you!
Avatar użytkownika
crusaider
 
Posty: 346
Dołączył(a): Wt, 18.01.2011 23:19

Re: winter is coming

Postprzez Tomek Cz, 07.03.2013 00:38

..
Ostatnio edytowano Pn, 13.07.2015 13:05 przez Tomek, łącznie edytowano 2 razy
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming

Postprzez ageat J23 Cz, 07.03.2013 00:50

Tomek, SUPER 8)
"Ten wpis nie ma nic na celu. Nic a nic, zupełnie. To zasadniczo losowo wklepane literki."
Avatar użytkownika
ageat J23
 
Posty: 735
Dołączył(a): Pn, 23.03.2009 22:56

Re: winter is coming

Postprzez Tomek Pt, 22.03.2013 00:32

W związku z moim rzadkim bywaniem na Tym Forum...
(jeżeli kogo to obchodzi)

Ponieważ obawa, że powtórnie założony przeze mnie temat "Filmowe Butelki Zwrotne" nie miał i nie będzie miał niestety racji bytu - na ogólnym, gdzie temat przepada (jak się boleśnie już zdążyłem przekonać 2 razy, jednocześnie przeklinając się sam, że nie napisałem "zawczasu", a po przemyśleniu uznawszy, że widocznie, aż tak mój temat nie cieszył się powodzeniem, skoro zamarł i administrator, zgodnie z regułami obowiązującymi na forum go usunął) postanowiłem zapisać go TU.



ODSŁONA PIERWSZA:
LUDWIK XVI I MARIA ANTONINA


Maria Antonina i Ludwik XVI

<< Pobrali się w maju 1770 roku. On miał zaledwie szesnaście lat, ona czternaście. Chociaż Ludwik był delfinem Francji, wnukiem Ludwika XV i następcą tronu, nie został przygotowany ani do roli męża, ani króla. Jego żona, arcyksiężniczka austriacka Maria, nie miała również żadnych podstaw do pełnienia funkcji królowej i małżonki.

Na uczcie weselnej Ludwik, będący chronicznym obżartuchem i już wówczas wykazujący tendencję do tycia, pił i jadł z taką żarłocznością, iż dziadek zwrócił mu uwagę, że przejadanie się nie jest wskazane przed nocą poślubną. Zaskoczony pan młody odparł, że zawsze dobrze mu się śpi po obfitym posiłku. I rzeczywiście, zgodnie z tradycją publicznie odprowadzony tej nocy wraz z oblubienicą do łoża, natychmiast zapadł w sen, gdy tylko zaciągnięto zasłony. Wzrastając w rozwiązłej atmosferze wersalskiego dworu, nie miał jednak podstawowej wiedzy, koniecznej do wypełnienia tego królewskiego obowiązku, a zmysłowa inspiracja, jak dotąd, była mu obca. Oblubienica, wychowana na znanym z surowych obyczajów austriackim dworze przez matkę słynącą z ostentacyjnej pobożności, również nie umiała wystąpić z odpowiednią zachętą.

W dwa lata po ich koronacji, zimą 1777 roku, Ludwik XVI i jego królowa byli nadal bezdzietni, chociaż w tym czasie zrodziła się już między nimi więź prawdziwego uczucia. Maria Teresa, która urodziła więcej dzieci, niż była w stanie ich policzyć, była szalenie zawstydzona faktem, że jej córka nie potrafi dać Francji następcy tronu. Zgnębiona wysłała swego syna, Józefa, do Paryża, aby dowiedział się, co jest tego powodem.

Przyjechał w kwietniu. Jako współwładca wraz ze swą matką Świętego Rzymskiego Imperium, miał w programie kilka oficjalnych spotkań oraz zadanie naprawienia kilku politycznych płotów, ale znalazł także czas na intymną rozmowę ze swoim szwagrem oraz napisanie trzydziestu stron drobiazgowych wskazówek dla swej siostry. Niedługo po jego wyjeździe, pod koniec lipca, Maria doniosła matce z wylewnym patosem, że jej małżeństwo zostało skonsumowane. Ludwik zaś oznajmił starej pannie, swojej ciotce, że nareszcie tego spróbował i że mu się to podoba. Na temat reakcji ciotki brak doniesień. Dziewięć miesięcy później Maria Antonina z humorem uskarżała się przed Ludwikiem, że "jeden z twoich poddanych jest tak niegrzeczny, że kopie mnie w brzuch". Pod koniec roku urodziła dziewczynkę. Odtąd nie ustawali w wysiłkach dopóty, dopóki w październiku 1781 roku nie przyszedł na świat chłopiec, następca tronu.

O ile źle byli przygotowani do roli małżonków, o tyle jeszcze mniej mieli wiedzy o rządzeniu królestwem, zwłaszcza takim, które zmierzało ku finansowej katastrofie i społecznym rozruchom. Ludwik chętniej oddawał się niemęczącej lekturze i typowo plebejskim zajęciom, takim jak kowalstwo, niż trudnej sztuce zarządzania państwem. Aczkolwiek fizycznie silny i odważny, był rozlazły i flegmatyczny prawie do granic apatii. Z natury grzeczny i współczujący, w dochodzącej do głosu epoce Oświecenia święcie wierzył w swoje boskie posłannictwo do rządzenia królestwem.

Co do królowej - to rady jej brata Józefa nie ograniczyły się tylko do zachowania w łóżku. Jako monarcha, w dużym stopniu będący pod wpływem nowych liberalnych prądów Oświecenia (pierwsze kilka dni we Francji spędził w przebraniu zwykłego turysty), złajał ją za lekkomyślną rozrzutność, szkodliwe upodobanie do hazardowych gier oraz arogancką nieodpowiedzialność - mimo iż zdawał sobie sprawę, że wiele z tych poczynań ma swoje źródło w seksualnej frustracji. Uwagi brata bardzo ją zabolały, niemniej zmuszały do zastanowienia się nad swym postępowaniem. Chociaż niezupełny, z całą pewnością był to zwrot w kierunku bardziej umiarkowanego, mniej skandalizującego stylu życia. Macierzyństwo również wywarło na nią swój dobroczynny wpływ.

Ale ta zmiana nie była ani w takim stopniu dostateczna, ani tak widoczna, by naprawić opinię nadszarpniętą w wyniku błędów popełnionych z dziewczęcej głupoty; teraz niczym kupa kompostu stały się pożywką dla dworskich intryg i narodowych uprzedzeń. Od momentu swego przybycia do Paryża Maria stanowiła obiekt jadowitej zawiści niektórych dworzan, którym się wydawało, że są zagrożeni w swej pozycji. Na czele tej grupy stał brat Ludwika, książę Orleanu, który, mając już synów, roił plany o założeniu własnej dynastii, gdyby Ludwik zmarł bezpotomnie. On i jego niezmordowani pamfleciści naigrawali się z wiedeńskiego pochodzenia Marii Antoniny, nazywając ją z przebiegłą satysfakcją l'Autrichienne (słowo c h i e n n e po francusku znaczy "dziwka"). Używali sobie na niej tak uporczywie, że w końcu ona i Ludwik odczuwali już tylko wokół siebie wyłącznie wściekłość i nienawiść. Ludwika ogromnie gnębiła ta oszczercza kampania wymierzona przeciwko żonie, ale był człowiekiem zbyt łagodnym i biernym, aby się temu czynnie przeciwstawić.

Prócz wyolbrzymionych zarzutów nadmiernej rozrzutności i
zamiłowania do zbytkownych błahostek były również oskarżenia o rozwiązłość seksualną, a nawet miłość lesbijską. Ciekawe, że jedyne gorące, ale wyłącznie platoniczne uczucie do szwedzkiego hrabiego zostało zignorowane przez oszczerców, którym zależało głównie na rozdmuchiwaniu wyimaginowanych skandali, a nie na rzeczowych relacjach. Według wszelkiego prawdopodobieństwa Maria była kobietą mono-gamiczną (a już z całą pewnością nie lesbijką), nie dlatego, że była żarliwą katoliczką i to nie tylko formalnie, ale dlatego, że akceptowała system wiary, w którym celibat uważany jest za najwznioślejsze kryterium ludzkiego zachowania. Nie była pierwszą ani ostatnią osobą na ziemi, której postępowanie determinował seks kosztem innych sfer. Na dodatek, wzajemne uczucie króla i królowej w latach osiemdziesiątych wzmocniło się jeszcze bardziej. Ludwik od samego początku był zauroczony żoną. Naoczny świadek uczty, w której oboje uczestniczyli, twierdzi, że ani na moment nie spuszczał z niej zahipnotyzowanego wzroku, i to na długo przed opieszałym skonsumowaniem małżeństwa. Ona musiała mieć więcej czasu na zaakceptowanie niektórych odstręczających nawyków męża: ospałości, żarłoczności, zajmowania się błahostkami, chwiejności w podejmowaniu decyzji. Ale potem doceniła jego łagodność i dobre serce (jak twierdzą historycy, zawsze odnosił się uprzejmie do służby i był niezwykle hojny w stosunku do ofiar wszelkich kataklizmów), jego odwagę, wyrozumiałość na błędy innych, jego dumę i troskę o rodzinę. Kiedy dorósł i dojrzał emocjonalnie, te ostatnie zalety wzięły u niego górę, pogłębiając uczucie, którego prawdopodobnie królowa wcześniej nie miała, gdyż sama była jeszcze dziecinna.

Paradoks ich sytuacji polegał na tym, że będąc parą królewską, zagrożoną w swej egzystencji przez dochodzącą do głosu klasę bur-żuazyjną, stanowili w gruncie rzeczy typowe burżuazyjne małżeństwo.

Los zadrwił z nich jeszcze bardziej w przypadku słynnej afery z diamentowym naszyjnikiem; jej konsekwencje miały szeroki zasięg. W 1784 roku królowę odwiedził paryski jubiler, który dorobił się znacznego majątku na słabości Marii Antoniny do luksusowej biżuterii. Zaprezentował jej wspaniały diamentowy naszyjnik. Latami zbierał do niego kamienie i oto teraz rozkładał go przed jej oczyma. Niezwykły w istocie, ale i niezwykle kosztowny. Królowa miała już jednak w tym czasie na tyle poczucia odpowiedzialności, że odmówiła kupna. Wiedziała, że jej dawniejsza rozrzutność przyczyniła się do zwiększenia zadłużenia skarbu państwa. Jubiler wpadł w rozpacz: jest zrujnowany, zostaje mu tylko popełnić samobójstwo. Królowa przypomniała mu, że król już przedtem próbował ofiarować jej ten naszyjnik i że wtedy odmówiła jego przyjęcia. Żaden jubiler nie powinien kłaść wszystkich swoich diamentów do jednego koszyka. To wymaga innego rozwiązania niż samobójstwo.

Znalazł je. Zaufany człowiek - a raczej zaufana kobieta, wspomagana przez męża, usłyszała o kłopocie jubilera i namówiła łatwowiernego, ale ambitnego kardynała, aby ten naszyjnik nabył dla królowej na raty. Królowa - powiedzieli mu - chciała go kupić bez wiedzy króla; przedstawili mu nawet umowę z podrobionym podpisem Ludwika. Ale kiedy kardynał nie uiścił pierwszej raty, jubiler udał się na skargę do Marii Antoniny. Okazało się, że przebiegła para oszustów zabrała od niego naszyjnik rzekomo po to, aby wręczyć kardynałowi. Ten jednak podczas przesłuchania oświadczył, że nigdy nie miał go w ręku. Złodziejską parę nakryto w jakiś czas później w Londynie; żyła sobie wyśmienicie.

Ludwik i Maria Antonina potraktowali sprawę jako doskonałą sposobność do przekonania opinii publicznej o swojej racji; królowa w tym wypadku nie ponosiła przecież żadnej winy. Sądząc, że naszyjnik jest u kardynała, Ludwik kazał go publicznie aresztować - nastąpiło ono w drodze do ołtarza, przed którym miał odprawiać mszę - i namówiony przez królową, nie zawsze właściwie doradzającą, skłonił Parlament Paryża, aby wytoczył mu proces za kradzież bezcennych klejnotów. Nieszczęśliwy kardynał spędził w Bastylii wiele miesięcy, oczekując na rozprawę.

Królewski plan odbił się bumerangiem. Kardynał miał opinię karierowicza i rozpustnika, ale nie złodzieja. Stał się obiektem ogólnego współczucia, a całe podejrzenie zostało skierowane na królową. Sąd, złożony głównie z przedstawicieli drobnej szlachty i butnej burżuazji, w żadnym razie nie mógł być bezstronny. Kardynał został zwolniony w maju 1786 roku na mocy wyroku sugerującego, że królowa wiedziała znacznie więcej, niż chciała powiedzieć. Ludwik rozjuszony do najwyższego stopnia - co mu się prawie nie zdarzało - takim traktowaniem żony, odwołał kardynała ze wszystkich funkcji i wysłał do zakonu, zrażając tym skutecznie wszystkie środowiska.

Kiedy oszustka została aresztowana, Sąd Najwyższy skazał ją na napiętnowanie i dożywotnie więzienie. Jednakże po roku udało jej się uciec do Londynu, gdzie do końca życia publikowała wspomnienia, w których oskarżała królową o różne zbrodnie i zboczenia, zadając tym Marii Antoninie - zdaniem niektórych historyków - ostatni, śmiertelny cios.

Na początku 1787 roku minister finansów ostrzegł Ludwika, że kraj znajduje się na krawędzi ruiny finansowej i, aby temu zaradzić, przedstawił projekt podatku gruntowego od wszystkich właścicieli, szlachty, arystokracji i duchowieństwa, które dotychczas nigdy nie podlegało bezpośredniemu opodatkowaniu. Licząc się z opozycją parlamentarną minister postanowił odwołać się do Zgromadzenia Notabli. Król zastosował się do jego rady, ale Zgromadzenie złożone ze szlachty różnej rangi i duchowieństwa postarało się, aby projekt upadł, zanim zdążono go przedłożyć. Publiczna dyskusja nad zadłużeniem skarbu państwa i ciężkim położeniem kraju, spowodowanym w dużej mierze życiem ponad stan wyższych warstw, odbyła się wkrótce po aferze z naszyjnikiem. Wywołała ona wielkie wzburzenie zarówno w samym Paryżu, jak i na prowincji. Szczególne niezadowolenie okazywało mieszczaństwo i chłopstwo, ponoszące główny ciężar nie kontrolowanej rozrzutności wysokich sfer. A ponieważ tego rodzaju nastroje zazwyczaj ogniskują swoją niechęć na określonym obiekcie, w tym wypadku mściwe zainteresowanie skupiło się głównie na osobie królowej. Zgromadzenie po miesięcznej debacie, nie osiągnąwszy żadnego celu poza tym jednym, odroczyło obrady.

Wpływ Marii Antoniny na Ludwika był w dalszym ciągu ogromny. Dworzanin usługujący w owym trudnym czasie królewskiej parze wspomina, że twarz króla w momencie, gdy królowa zwracała się do niego, rozjaśniała się taką miłością i zachwytem, jakiego nie byłby w stanie wywołać widok nawet najulubieńszej faworyty. Użyła teraz tego wpływu, aby zaprowadzić w Wersalu surowy reżim oszczędnościowy, który jednak wobec istniejących długów okazał się bez znaczenia, a na dodatek żałośnie spóźniony. W efekcie, w lipcu 1787 roku Parlament Paryża poinformował krótko Ludwika, że prawo nakładania podatków należy do upoważnionych przedstawicieli Stanów Generalnych, a nie do króla. Ludwik, wspierany przez królową, rozwiązał Parlament, rozkazując jego członkom opuścić miasto; w odpowiedzi natychmiast zareagowano falą rozruchów. W rezultacie zmusiło to niezdecydowanego króla do ponownego zwołania Parlamentu na kolejną bezowocną sesję. Podobnie jak podczas pierwszego zebrania Parlament odrzucił projekt opodatkowania szlachty i duchowieństwa, wezwał do powołania trzyizbowych Stanów Generalnych, reprezentujących duchowieństwo, szlachtę i stan trzeci, i odroczył obrady. W tym czasie zadłużenie skarbu państwa jeszcze bardziej wzrosło.

Stany Generalne zebrały się dopiero w maju 1789 roku. Przygotowania trwały tak długo, ponieważ były to pierwsze wybory od 175 lat. Posiedzenia, którym towarzyszyła ceremonialna i pompatyczna atmosfera, nie odbywały się w Paryżu, ale w Wersalu z udziałem króla i królowej. Na Thomasie Jeffersonie, który przebywał w tym okresie w stolicy Francji, sprawiły one wrażenie "opery", chociaż nie sprecyzował, jaką operę ma na myśli. Nie wiedział jednak, że pod posępną powagą królewskiej pary kryła się obawa o zdrowie ich najstarszego syna, o którym mówiono, że jest ciężko chory; rzeczywiście umarł wkrótce, na początku czerwca. W ciągu kilku miesięcy włosy Marii Antoniny zrobiły się białe jak mleko. Miała zaledwie trzydzieści cztery lata.

Pod koniec maja Ludwik, charakterystycznie dla siebie, rozkazał królewskim wojskom otoczyć Paryż i Wersal, ale jednocześnie zabronił im użycia broni przeciwko swym ziomkom. Tym rozkazem rozwścieczył jedynie buntujący się lud i jednocześnie uniemożliwił żołnierzom należytą obronę pałacu. Sparaliżowało to również wszystkie umiarkowane siły w kraju, nad którymi wzięły teraz górę najbardziej chuligańskie, niepohamowane i żądne krwi elementy w mieście. 14 lipca to one nadały charakter rewolucji, przypuszczając szturm na Bastylię, rozrywając na kawałki naczelnika więzienia, a potem jego głowę obnosząc na pice po ulicach. Królewskie oddziały wycofały się do Wersalu, gdzie Maria Antonina paliła tajne dokumenty państwowe i pakowała swoje klejnoty do skrzynki.

Maria Antonina była tą królową, której nie bez uzasadnienia przypisywano słynną, choć niezbyt precyzyjnie oddaną uwagę, że jeżeli lud nie ma chleba, to niech je ciastka. W październiku sześciotysięczny, rozszalały tłum handlarek rybami, praczek, służących i prostytutek, doprowadzony do rozpaczy brakiem chleba i widokiem przymierających głodem dzieci, uzbrojony w widły, sierpy, noże i miotły, pomaszerował na Wersal. Wdarł się do pałacu. Tylko bagnety pałacowej gwardii skierowane do przodu powstrzymały tłum od krwawej zemsty. Nadal jednak oblegano pałac, miotając groźby i obelgi i żądając, aby królewska rodzina opuściła Wersal i wyjechała do Tuileries. Kiedy Ludwik wyraził zgodę, odstąpiono od oblężenia. Tego samego dnia król wraz z rodziną opuścił wersalską siedzibę, aby już nigdy do niej nie wrócić.

Koronowane głowy Europy, dla których ich własna sfera była ważniejsza od kraju, z niepokojem obserwowały zamieszki we Francji. Przez jakiś czas Maria Antonina zwracała się do nich o pomoc, zwłaszcza do dworu Austrii, oczywiście w nadziei, że poczują się na tyle zagrożeni, iż zbrojnie wkroczą do Francji>>

za: Portal Wierszy Miłosnych
Ostatnio edytowano Pn, 13.07.2015 13:08 przez Tomek, łącznie edytowano 1 raz
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming... czyli mroźny powiew historii.

Postprzez Tomek So, 06.04.2013 00:50

dziś obejrzałem w Kinotece

Raj: Wiara
(niestety przegapiłem wcześniejszą z trylogii Ulricha Seidla - "Raj: Miłość" - wydawało mi się, że mnie ten film nie zainteresuje :roll: )

Bohaterką filmu jest katolicka, co ja mówię - fanatycznie katolicka Maria. Kobieta z zawodu pracuje w służbach medycznych – tak bym to nazwał – ale to nie jest istotne, ponieważ w kluczowym momencie bierze urlop.
Po co kobieta bierze urlop?
Ano – żeby w swojej naiwności – nawracać – (nie) potrzebujących jej interwencji biednych ludzi…
Chodzi od domu do domu z figurką Matki Boskiej i w jej imieniu błogosławi domostwa.

W przerwach biczuje się, umartwia i ociera o bluźnierstwo (pluje na Krzyż! )
Ale potem raptownie opamiętuje się - całuje krucyfiks, i korzy się w swej grzeszności i niegodziwości.

Zamiast potępiać, i wypędzać (bez egzorcyzmów, ale jednak) złe duchy - może lepiej wyjść do ludzi?
Do tego jedynego człowieka, który najbardziej tego potrzebuje?
(męża, którego poślubiła (Muzułmanin) traktuje jako dopust Boży - może dlatego że jest sparaliżowany, choć jak sama twierdzi, stało się to z łaski bożej)
wypiera całą cielesność i seksualność ludzką, poświęcając się bezowocnym modłom i spotkaniom z innymi fanatykami religijnymi w swoim domu...

Co robi fanatyzm religijny z człowiekiem, kiedy zostanie sam.
(sam, na własne życzenie)



Recenzja (za filmweb)

"Kino nie lubi symetrii. Ma z nią na pieńku przynajmniej od czasu wielkich totalitaryzmów. Symetria niesie ze sobą biegunową wizję świata, w której nie ma miejsca na żadne krzywizny, załamania, przekroczenia osi. W kinie Ulricha Seidla jest inaczej. Symetria to dla Austriaka narzędzie społecznej krytyki. Bacik na umysły, dla których prawda nie ma żadnego rewersu. Tak było w jego filmach dokumentalnych oraz w słynnym "Import/Export", podobnie jest we "Wierze", drugiej części trylogii "Raj".

Bohaterka filmu, katolicka fanatyczka Anna Maria (Maria Hofstatter), zawsze ustawia się w środku kadru i dzieli przestrzeń na równe części. Po obu stronach wiszą krucyfiksy, a nad jej głową góruje Chrystus. Za dnia kobieta próbuje nawrócić zlaicyzowanych Austriaków i wędruje od drzwi do drzwi z wystruganą w drewnie Najświętszą Panienką. Po nocach przeprasza za nieczyste myśli i pokutuje za grzeszny naród – w ruch idą kolczasty pas i bicz. Uczestniczy również w spotkaniach podobnych jej żołnierzy Chrystusa, którzy wyznają wiarę w tak samo starannie zakomponowanych kadrach. Symetrię burzy powrót sparaliżowanego męża bohaterki, muzułmanina, któremu, jak możemy się domyślać, nie było po drodze z religijnym fanatyzmem żony.

Zderzenie dwóch światopoglądów i ideologii będzie – to w przypadku kina Seidla żaden spoiler – preludium do upadku bohaterów. Jego przyczyn autor upatruje w ufundowanym na hipokryzji i nietolerancji modelu społecznym ("W Związku Radzieckim byłam kimś, w Austrii jestem zwykłym ścierwem" – wyrzuci Annie Marii wegetująca na paru metrach kwadratowych pijana imigrantka), a także stłumionej przez katolicką religię seksualności. Tego, że żarliwa wiara jest dla kobiety sublimacją życia erotycznego, nietrudno się domyślić, zwłaszcza że kino Seidla nie jest krynicą subtelności. Austriak ogrywa bezlitośnie zarówno umęczone ciało Anny Marii, jak i jej erotycznie nacechowany język. Z kolei satyryczny wątek kolejnych wizyt bohaterki w mieszkaniach nawracanych ludzi, choć mało wyrafinowany, potwierdza status reżysera jako najostrzejszego krytyka rodzimego społeczeństwa (mówiąc ustami jednej z bohaterek, Seidl nazywa rodaków m.in. "pieprzonymi dziwkami").

Nihil novi sub sole, ale jak to jest zrobione! Kamera jak zwykle jest sparaliżowana, jakby czekała na nagłą erupcję agresji lub szykowała się do ucieczki. Za bohaterką puści się w ruch tylko raz – Seidl podrzuci nam fałszywy trop i sprowadzi na Annę Marię jeszcze trochę cierpienia. Symetria to nie tylko estetyka głupców, ale i ważny element religijnych dogmatów – przekonuje twórca. Po lewej stronie raj, po prawej stronie raj. Piekło ukryliśmy w sobie."
FILMWEB
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming... czyli mroźny powiew historii.

Postprzez Tomek So, 06.04.2013 23:22

jakem już rzekł: Zima nadchodzi. i będzie trwała kilka lat.
(choć podobno w maju będzie tak ciepło, że można będzie biegać w klapkach po śniegu).



Obrazek



dla spokojności,
wiosnę czas pożegnać -

http://www.youtube.com/watch?v=TRJ1GVCaqBw

http://www.youtube.com/watch?v=v3hkT0ZDI1E

http://www.youtube.com/watch?v=EQmo8I3kgcI
Ostatnio edytowano Pn, 13.07.2015 13:09 przez Tomek, łącznie edytowano 1 raz
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming... czyli mroźny powiew historii.

Postprzez Tomek So, 11.05.2013 23:51

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


SPRING (SUMMER) HAS (FINALLY) ARRIVED !!

:D
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Re: winter is coming... czyli mroźny powiew historii.

Postprzez Tomek Pt, 17.05.2013 00:04

05.2013. WARMIA. CUD NATURY.

między niebem, a ziemią... woda.
Obrazek

wodne wniebowstąpienie.
Obrazek
"Pokaż mi swoją kieszonkę, świerszczyku mój, a powiem ci kim jesteś" - Edmund Niziurski
Avatar użytkownika
Tomek
 
Posty: 3597
Dołączył(a): Wt, 17.07.2007 22:08

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Wasza twórczość