Ryszard Kapuściński

Tutaj publikujcie swoje opowiadania, scenariusze, felietony, rysunki itp

Ryszard Kapuściński

Postprzez Marek Jastrząb Pn, 11.11.2013 02:57

Czytanie książek pana Ryszarda zacząłem wcześnie. Na długo przed „Szachinszachem”, „Imperium” czy „Wojną futbolową”. Zanim do Polski dotarła międzynarodowa sława jego utworów. W prasie znajdowałem artykuły pisane przez niego z odległych stron. Korespondencje z Indii, Chin, Ameryki Łacińskiej, Afryki, informacje i depesze z miejsc nasiąkniętych krzywdą, nędzą i niesprawiedliwością. Teksty relacjonujące, komentujące, przedstawiające wielobarwną, egzotyczną rzeczywistość kraju, z którego je wysyłał. A także liczne jego wywiady i zapiski rozmów z kandydatami na przyszłych reportażystów.

Ryszard Kapuściński nieprzypadkowo powołuje się na starogreckiego historyka Herodota i na jego prekursorską metodę zbierania wiadomości „u źródeł”: nazywa go pierwszym reportażystą. Herodot stwierdza: „aby lepiej poznać siebie, trzeba poznać Innych, bo to Oni właśnie są tym zwierciadłem, w którym się przeglądamy”. Ta uwaga jest kluczem do zrozumienia twórczości Kapuścińskiego: pisma Herodota są jego brewiarzem i zabiera go w każdą delegację. Przy czym nie urządza sobie wypraw turystycznych, a przeciwnie, stara się wniknąć w atmosferę miejsca pobytu. Przesiąknąć jego klimatem. Utożsamić z nim po to, by móc go odtwarzać. W dziełach Kapuścińskiego fakty i daty nie są tak ważne, jak aura wytworzona wokół nich. Interesuje go sedno problemu, istota rzeczy, synteza sprawy, reminiscencje i zbitki przeżyć zapamiętanych z różnych kontynentów. Tworzy z nich kolaże, mozaiki złożone z przenikających się zagadnień. Tym samym buduje własny świat „ogólnych” uczuć; za nic ma drobiazgowe przedstawianie szczegółów; przesadny weryzm – zamula wyobraźnię.

W odróżnieniu od innych korespondentów zagranicznych, nie lubi przebywać w komfortowych warunkach hotelowych państwa, którego jest gościem. Woli być blisko opisywanych wydarzeń. Wśród autochtonów. Uczestniczyć w ich życiu. Ciekawy nieznanego świata, pragnie zaznajomić się z nim gruntownie, ponieważ zdaje sobie sprawę, że inaczej nie będzie uczciwy w tym, co pragnie opowiedzieć. Pragnie - choć w części - zbliżyć się do opisywanej rzeczywistości. Zwraca uwagę na mnogość kultur, nie pisze jednak o tym, że dzieli je na wyższe i niższe, lepsze lub gorsze, prymitywne i rozwinięte. Nie dokonuje ich klasyfikacji z punktu widzenia Europejczyka, nie pogardza żadną z nich, a przeciwnie: traktuje ich odmienność z szacunkiem i stawia pomiędzy nimi znak równości czy wręcz – równorzędności; według niego każda z nich ma swój rytm i przebiega zgodnie z własnym scenariuszem zdarzeń. Skoro zaś są równoprawne i rządzą się indywidualnymi zasadami, człowiek o innej kulturze nie powinien narzucać im swoich wzorów.

Jest pasjonatem. Nie tylko pisania, bo i podróży, bo i peregrynacji po bezdrożach Historii. Maniakalnym zwolennikiem społecznych ruchów: uwielbia obserwować początkowe wybuchy i końcowe akordy dogasających rabacji. Podpatrywać narodziny odwiecznych rozczarowań: eksplozje ulicznych zamieszek i przejściowe fajerwerki pałacowych przewrotów. Polityczne i socjalne rozgardiasze warte skomentowania. Pisze nie zawsze zgodnie z konkretnym zdarzeniami i ich dosłowną lokalizacją. Natomiast wiernie z emocjonalnego punktu widzenia. Lecz ten jego konfabulacyjny styl ma uzasadnienie w specyfice formy przekazu: pojawia się tylko w książkach.

Zaś w konwencji depesz i serwisów informacyjnych kierowanych do PAP, pan Ryszard ściśle trzyma się zdarzeń. Dlatego należy oddzielić lakoniczne raporty przesyłane do kraju, od literackiej twórczości. W niej mógł sobie pozwolić na rozmach i głębię przemyśleń. Natomiast teksty płodzone na zlecenie PAP, z konieczności niedługie, kłócą się z jego niepokornym i żywiołowym temperamentem epika; niejednokrotnie chciałby pogalopować po zawiłościach tematu, poszerzyć go i wzbogacić, ale redakcyjne wymogi krótkich depesz ograniczają mu wypowiedzi do niepokaźnych rozmiarów.

Nad czym ubolewa. Narzeka, że zamiast pisać książki, rozmienia się na drobne pisząc komunikaty, sprawozdania, mało istotne, politykierskie meldunki nie mówiące o przyczynach wydarzeń, ale przedstawiające ich skutki. Tęskni więc za spokojem, za chwilami, gdy będzie mógł bez reszty oddać się prawdziwej pracy. Zanim to jednak nastąpi, męczy się i przycina swoje teksty. Zmusza go to do bezustannego dokonywania wyboru, miotania pomiędzy tym, co może, a tym, co powinien umieścić w artykule; galernicza praca nad słowem przynosi efekt w postaci stworzenia unikalnego stylu. Kapuściński, mistrz celnych sformułowań i lekkiego pióra, fanatyczny podróżnik po meandrach literatury, chodząca encyklopedia i doskonały znawca pisarskich technik, w trakcie tworzenia kieruje się empatią.

Nikt przed nim nie pisał w ten sposób: nie wchodził w skórę rozmówcy. Nie starał się przeniknąć przez najgłębsze warstwy jego psychiki. Nie usiłował zrozumieć drugiego człowieka, jego myślenia, lokalnych tradycji, zwłaszcza zaś – tylu istotnych różnic pomiędzy europejskim pojmowaniem kultury, a kulturami pozostałych kontynentów. Kulturami lekceważonymi i umniejszanymi przez naszą, bezpodstawnie zadufaną w sobie i swoich dokonaniach.

Podobnie, jak Malcolm Lowry, autor powieści „Pod Wulkanem”, jest chorobliwym cyzelatorem słów: konstruuje swoją prozę z fragmentów wielu wersji jednego zdania, rozdziału czy akapitu, ze ścinków zanotowanych myśli i spostrzeżeń, w rezultacie czego powstają dzieła najeżone impulsywnością i rozedrganiem. To, co stworzył, nazwać można prekursorskim reportażem opartym o reminiscencje. Osobistą relacją z odniesionego wrażenia. Relacją z atmosfery opisywanego miejsca. Co budzi bezpodstawne opory i nieporozumienia w środowisku dziennikarzy hołdujących tradycyjnym definicjom tego literackiego gatunku.
Marek Jastrząb
 
Posty: 41
Dołączył(a): Cz, 16.08.2012 21:30


Re: Ryszard Kapuściński

Postprzez welfareheals So, 03.09.2022 11:52

welfareheals
 
Posty: 33376
Dołączył(a): Cz, 23.09.2021 12:39



Powrót do Wasza twórczość