Lepsza

Tutaj publikujcie swoje opowiadania, scenariusze, felietony, rysunki itp

Lepsza

Postprzez Jerzyszczudlik So, 15.11.2014 10:55

Jerzy Szczudlik
L E P S Z A

Występują:
Ada – wybitna aktorka w zaawansowanym wieku,
Nina – wybitna aktorka w zaawansowanym wieku,
Cezary – psychoterapeuta w średnim wieku.

SCENA I
(W pokoju przypominającym garderobę siedzą dwie kobiety i przygotowują się do wyjścia na scenę):
Ada - Widzę, że znowu się, Złotko, odchudzasz.
Nina - Jakbym się tak miała odżywiać jak ty, to …
Ada - To co?
Nina – Zapomniałam …
Ada - Sugerujesz, że jestem gruba?
Nina - Próba już była, dzisiaj jest premiera.
Ada - Załóż aparat, sufler nie będzie się wydzierał tak jak ja!
Nina - Zawsze znałam tekst na pamięć … co do słówka, nikt mi nie musiał podrzucać tekstu, tak jak tobie.
Ada - Nie sztuka wykuć, sztuka zagrać.
Nina - Czas pokaże, ze byłam lepsza.
Ada - Załóż wreszcie ten aparat słuchowy!
Nina - Nie drzyj się! Mam założony.
Ada - To wymień baterię!
Nina - Biżuterię też założyłam.
Ada - Szlag mnie zaraz trafi, ty głucha pało!
Nina - Spało się nie najlepiej … brzuch mnie bolał.
Ada - Bo zjadłaś wczoraj na kolację cztery kawałki keksu.
Nina - Seksu? Myślisz, że brzuch mnie boli od seksu?
Ada - Włącz ten cholerny aparat! No! A co do seksu, to najwyżej może cię boleć, że od stu lat go nie uprawiasz.
Nina - Co ty możesz wiedzieć o moim życiu intymnym?
Ada - Prawie cały czas spędzamy razem. Gdyby cię ktoś dotknął, miałabyś to, Złotko, wypisane na twarzy … tak to już się u nas objawia.
Nina - Ledwo widzisz, mogłaś nie zauważyć.
Ada - Nie zapominaj, że każdy z tych napalonych staruchów chwaliłby się taką zdobyczą na prawo i lewo.
Nina - A ty nie zapominaj o panu Zenku.
Ada - Pan Zenek to akurat kręci się koło ciebie tylko po to, abyś mu dawała autografy, które on później sprzedaje na mieście za piwo, albo po prostu wyciąga od ciebie na piwo bez autografu.
Nina - Gdybyś nie weszła, jak ostatnio się do mnie dobierał, to nie wiem jakby się to skończyło.
Ada - Bo udawałaś zasłabnięcie i chłop się dał nabrać … nic mu nie pozostawało, jak zrobić ci sztuczne oddychanie.
Nina - Mam chyba prawo od czasu do czasu zasłabnąć?
Ada - Od czasu do czasu to ty możesz jeszcze pożyć. Podaj szczotkę!
Nina - Grasz dziś główną rolę, ale to nie oznacza, że mam być twoją garderobianą. Gdyby nie twoje knowania, ta rola należałaby do mnie i ta w filmie też.
Ada - Obie wiemy, że jesteś za stara do tej roli. Zapnij mi!
Nina - Skąd w tobie tyle podłości?
Ada - Zapnij w końcu!
Nina - Ja tego tak nie zostawię …
Ada - Mam nadzieję, Złotko, że nie pozwolisz, abym wyszła na scenę porozpinana.
Nina - Mówiłam o roli, kretynko!
Ada - A co ty możesz zrobić, debilko? Jest jakiś przepis każący dawać ci role?
Nina - Przepisu może i nie ma, ale jest coś co się nazywa talent … ale ty przecież nie możesz wiedzieć, co to takiego.
Ada - Wsadź sobie w tę chudą dupę swoje złośliwości, bo ten twój niby talent to znany dziadek i ojciec. A ja mam wrodzony i utrwalony ciężką pracą i konsekwencją.
Nina - Chyba nie chcesz przez to powiedzieć, że jadę wyłącznie na plecach znanej rodziny? Ja ich nie wybierałam.
Ada - Oni ciebie też nie. Taka się im trafiłaś. Oni byli zdolni, a ty …
Nina - Zazdrościsz? Trudno ci jest się pogodzić, że dostałam od nich w spadku wszystko co najlepsze.
Ada - Spadek to właściwe słowo … co któreś pokolenie następuje właśnie spadek. Padło na ciebie, nic na to nie poradzimy. Pożycz pudru!
Nina - Już ja cię popudruję! Choćbyś wysypała sobie na gębę tonę pudru, to i tak wyjdą te twoje chłopskie rysy …
Ada - Jakie rysy? Ja mam cerę noworodka.
Nina - Świetne porównanie, noworodki są wyjątkowo pomarszczone. Zresztą, zawsze będziesz babo-chłopem …
Ada - Nigdy nie narzekałam na powodzenie. Dawaj wreszcie ten puder!
Nina - To prawda, już na studiach dawałyśmy niezłego czadu. Nie pamiętam, by któryś nie klęczał u naszych stóp?
Ada - Nie zapomnę tego twojego romansu z pierwszym amantem PRL-u. Mówią, że był słaby w te klocki.
Nina - Nie pamiętam, nie był więc chyba nadzwyczajny.
Ada - Jesteśmy jednak wyjątkowo wredne. Ile to już lat, Złotko, się znamy?
Nina - Będziemy sobie liczyć lata? Mamy tyle samo … to zresztą jedyne co nas łączy.
Ada - Po tylu latach znajomości powinniśmy się wspierać, a nie zwalczać.
Nina - W zbiorze cyfr jest tylko jedna jedynka.
Ada - Jest jeszcze minus jeden.
Nina - To by oznaczało, że się wzajemnie znosimy, a ty ostatnio jesteś wyjątkowo nieznośna.
Ada - Nie ma dla nas dwóch miejsca na jednej scenie.
Nina - To kiedy wreszcie umrzesz?
Ada - Jak zapalę znicz na twoim grobie. Napisałam w testamencie, żeby moje prochy rozsypali przed teatrem … inaczej i do grobu mi się wciśniesz, jak do tej garderoby. Dlaczego mi zawsze odbijałaś facetów? Warto było?
Nina - Miałam pozwolić, żeby się mówiło wyłącznie o tobie?
Ada - Co zbliżyłam się do jakiegoś faceta, ty natychmiast, niby przypadkowo, pokazywałaś mu się nago.
Nina - Oni nie mają wyobraźni, musiałam im pomóc podjąć decyzję.
Ada - No i co? Rzucali się na ciebie i równie szybko odchodzili. Popraw sobie kołnierz!
Nina - Żołnierz? Żołnierza nie pamiętam. W zasadzie to żadnego nie pamiętam, wszyscy byli nic niewarci.
Ada - Nie gadaj, ja w końcu trafiłam na tego właściwego. Z nim ci się nie udało.
Nina - Nie interesowałam się już wtedy facetami.
Ada - A to ciekawe! To dlaczego próbowałaś kilka razy zgwałcić mojego Macieja?
Nina - To tak z przyzwyczajenia, ale do niczego między nami nie doszło.
Ada - Bo ci na to nie pozwolił … bo mnie kochał.
Nina - Mówiłam już, że oni nie mają wyobraźni … gustu też nie.
Ada - Więc dlatego tyle lat byłaś sama?
Nina - Żaden dupek nie będzie mną rządził. Moje życie to teatr.
Ada - To w czym problem?
Nina - Ciebie nie powinno tu być. Od początku stoisz na mojej drodze. Nie mam miejsca, aby spokojnie odetchnąć … żeby pokazać na co mnie stać …
Ada - Zawsze możesz odejść, ale nawet na to cię nie stać.
Nina - Nie pamiętasz? Próbowałam kilka razy, ale zaraz się zjawiałaś z tą swoja bezczelnością i pewnością siebie.
Ada - Bo mnie błagałaś, żebym z tobą pracowała, bo inaczej nie umiesz. Musisz mieć punkt odniesienia …
Nina - I to ty masz być tym punktem, tak? Za kogo ty się uważasz? Za pępek świata? Miałabym się odnosić do pępka. Powiedz jeszcze, ze jesteś moją przewodniczka duchową, moją guru, moją mistrzynią …
Ada - Myślałam, że nigdy to do ciebie nie dotrze.
Nina - Jeszcze jedno słowo, a żaden makijaż ci nie pomoże.
Ada - Nie przyszło ci do tej siwej łepetyny, że ratowałam ci dupę. Jak tylko cię zostawiałam, to zaraz popadałaś w konflikt z całym zespołem.
Nina - To oni popadali w konflikt ze mną.
Ada - A jaka to różnica?
Nina - Nie ma żadnej, ale lepiej brzmi.
Ada - Pomaluj brwi, nie toleruję bylejakości …
Nina - Przypomniało mi się … taka jedna mówiła, że raz w tygodniu chodzi do jakiegoś super gościa.
Ada - I mówisz to, Złotko, dopiero teraz.
Nina - Bo on bierze 150 złotych za godzinę.
Ada - Co? Ja mam płacić? Ja? Jeszcze żaden mężczyzna nie dostał ode mnie złamanego grosza.
Nina - Stara sknera! Właśnie dlatego nic wcześniej nie mówiłam. Poza tym, wiedziałam, że nikt nie będzie cię upokarzał …
Ada - No pewnie. Co to ja jakaś trędowata jestem?
Nina - Musiałabyś upaść na głowę, żeby się tak poniżać. Przecież nic ci nie brakuje.
Ada - Nic? Rzeczywiście nic … wszystko na swoim miejscu … po prostu wzorzec z Sevres …
Nina - Nie przesadzaj, wzorzec z Sevres ma już 136 lat, a ty dopiero 78 …
Ada - No widzisz, tyle lat jestem młodsza i miałabym jeszcze chłopom płacić.
Nina - Wiesz, a ja chyba spróbuję.
Ada - Jak spróbuję? Jak spróbuję? Nie możesz! Mówiłaś, że już nikt cię nie dotknie, a chcesz jeszcze za to płacić.
Nina - Nie przesadzajmy, 150 złotych raz w tygodniu to nawet z teatralnej emerytury dam radę.
Ada - Masz rację, to żadne pieniądze … też pójdę.
Nina - Patrzcie ją, ta co niby nigdy nie płaci …
Ada - Powiedziałam, Złotko, że pójdę, a nie, że zapłacę.

SCENA II
(W skromnym gabinecie naprzeciwko terapeuty siedzi Nina.)
Terapeuta - Proszę usiąść! Może herbatki?
Nina - Wariatki? Wiem, że przychodzą tu same wariatki.
Terapeuta - Nic podobnego … pytałem o herbatę?
Nina - Nie przyszłam tu na herbatkę.
Terapeuta - Ktoś pani mnie polecił?
Nina - Taka jedna wariatka … koleżanka z teatru. Mówiła, że wyleczył ją pan z lęku przed wyjściem na scenę.
Terapeuta - Nie mogę rozmawiać o innych pacjentkach … ale rozumiem, że już wychodzi.
Nina - Schodzi, schodzi i zejść nie może.
Terapeuta - Dlaczego koleżanka uznała, że powinna pani do mnie przyjść?
Nina - Nie miał pan nigdy koleżanki? To jasne … chciała, żeby mnie pan zamknął do wariatkowa.
Terapeuta - Nie jestem psychiatrą. Nasze spotkania są dobrowolne i całkowicie dyskretne.
Nina - Jeśli zależy panu na dyskrecji, to trudno …
Terapeuta - Myślałem, że to pani zależy?
Nina - Ja jestem aktorką … uczono mnie rozbierać się bez wstydu.
Terapeuta - Myślę, że nie będzie takiej potrzeby. Jestem lekarzem dusz, tylko ją trzeba przede mną obnażyć.
Nina - Chce mnie pan zważyć? W ubraniu?
Terapeuta - Z tego co wiem, pani się kiedyś rozebrała na scenie?
Nina - Miało się kiedyś ciało … niby teraz to też ciało. Widział pan mnie wtedy w akcji?
Terapeuta - Chodziłem jeszcze do szkoły, nie interesowałem się teatrem.
Nina - Chyba uczyli pana w tej szkole, że nieładnie jest kobiecie wypominać wiek.
Terapeuta - Człowiek, aby móc zaakceptować siebie, musi pogodzić się ze swoimi latami.
Nina - Człowiek może tak …
Terapeuta - Dlaczego pani wtedy to zrobiła? Nie dostawała pani ról na miarę swojego talentu? Może prościej byłoby odejść?
Nina - Ja jestem, drogi panie, skomplikowaną kobietą, nie wybieram łatwych rozwiązań.
Terapeuta - Uważa pani, że zdjęcie ubrania to nie jest pójście na łatwiznę?
Nina - Bieliznę też mogę zdjąć …
Terapeuta - Zgłaszała pani miejscowemu lekarzowi swoją głuchotę?
Nina - Ochotę? Pan żartuje, ja miałabym mieć ochotę na tego dziadygę w białym kitlu.
Terapeuta - Widzę, że nosi pani aparat. Może to tylko kwestia regulacji … pani pozwoli, pomogę pani. O proszę, był całkiem ściszony … teraz powinno być już lepiej.
Nina - Złote rączki … może pan jeszcze sprawdzi mój rozrusznik serca?
Terapeuta - Lepiej to zostawmy specjaliście i wracajmy do terapii. Pozwoli pani, że pozostaniemy jeszcze przez chwilę przy tej scenie rozbieranej?
Nina - Pozostańmy! Ale skoro pan wtedy tego nie widział, to może ja teraz …
Terapeuta - Nie, nie! Chciałbym tylko wiedzieć, czy ta pani nagość miała coś symbolizować?
Nina - Wyłącznie upadek cesarstwa rzymskiego.
Terapeuta - Czy to mogła być bezsilność?
Nina - Bardziej naga prawda.
Terapeuta - Prawda, że była pani niedoceniana?
Nina - Że teatr jest zepsuty … układami, brakiem środków na kulturę, bylejakością, komercją, pseudonowatorstwem …
Terapeuta - Zdawała sobie pani sprawę, że to się skończy odejściem z teatru?
Nina - Ale chociaż wywołałam dyskusję. Przecież o tym mówili.
Terapeuta - Zależy pani, by o pani mówiono?
Nina - Nie mówiłam, że jestem aktorką? Taki zawód, albo mówią, albo cię nie ma.

SCENA III
(Do gabinetu wpada Ada. Szarpie za rękaw Ninę i podnosi ją z fotela, a sama zajmuje jej miejsce.)
Ada - Czas się skończył … teraz moja kolej!
Nina - Ale dopiero zaczęliśmy się poznawać …
Ada - W twoim wieku, Złotko, poznawanie mężczyzn to zbyt duży stres … zdrowie przede wszystkim.
Nina - Niech pan coś powie, doktorze! Przecież nie zdążył mnie pan jeszcze tak naprawdę zbadać.
Terapeuta - Przyszła pani rzeczywiście trochę za wcześnie …
Ada - Już dawno wykreśliłam ze swojego słownika wyrażenie „za wcześnie”. Ja zawsze przychodzę w samą porę.
Terapeuta - W takim razie, pani Nino, dokończymy za tydzień.
Nina - To brzmi jak wieczność …
Terapeuta - Zobaczy pani jak szybko przeleci.
Nina - Jak przeleci, to przyjdę. A ty się tak nie rozkładaj w tym fotelu, to nie „samolot”.
Ada - Spadaj! Zajmujesz mój czas, Złotko, potrącę ci z emerytury.
Nina - Do widzenia, miły … doktorze! Niech pan pogrzebie w jej dzieciństwie, bo ona od zawsze była jędzą.
(Nina wychodzi złorzecząc pod nosem Adzie.)
Ada - Przepraszam pana za tę staruszkę … jest nadpobudliwa.
Terapeuta - To żaden problem, gorzej ze słuchem.
Ada - Ona to, moim zdaniem, robi świadomie … nie reguluje aparatu, nie zmienia na czas baterii, woli żyć w tym swoim zamkniętym świecie. Choć czasem mam wrażenie, że dobrze słyszy, tylko udaje, tak dla zabawy … kręci ją to. No, ale teraz to mój czas. Dziwi się pan, że przyszłam?
Terapeuta - Gdybym się dziwił, cóż by był ze mnie za terapeuta?
Ada - Udajesz, Złotko, Boga?
Terapeuta - Jest pani wierząca?
Ada - Spotkałam w życiu kilku takich … no, aktorów, którym się wydawało, że są bogami, jestem więc wyczulona. Pan umie rozpoznać, który jest prawdziwy?
Terapeuta - On po pierwsze, jeśli istnieje, wie, że istnieje. To go chroni przed schizofrenią. Nie musi się bać Boga, nie popada zatem w nerwicę. Z tego wynika, ze raczej nie mogę na niego liczyć. Zostają mi tylko ludzie. Także ci ubóstwiani przez publiczność.
Ada - Mówi pan o mnie? Nie przyszłam tu dla tanich komplementów. Oczekuję profesjonalizmu.
Terapeuta - Nie lubi być pani podziwiana?
Ada - Proszę pana … jestem poważną kobietą i tak chcę być traktowana.
Terapeuta - Kiedyś kobiety w ogóle nie mogły grać, a zawód aktora był uważany za niepoważny, czyż nie?
Ada - Piszesz, Złotko, historię teatru?
Terapeuta - To słucham, z czym pani do mnie przyszła?
Ada - To pan niech mi powie … nie mylmy ról.
Terapeuta - Najpierw muszę coś o pani wiedzieć.
Ada - Pan żartuje? Ja jestem … mam panu mówić kim jestem … to śmieszne.
Terapeuta - Zakłada pani, że chodzę do teatru?
Ada - Nawet Szerpowie w Nepalu wiedzą kim jestem. Niech pan skończy z tą zabawą!
Terapeuta - Być może Szerpom się pani zwierzała.
Ada - Drogi panie, gdybym miała się zwierzać facetom, to bym ich tylu nie miała …
Terapeuta - Jestem terapeutą.
Ada - Jestem terapeutą, jestem terapeutą … potraficie tylko skamleć. Nie chowaj się, Złotko, za terapeutę. Bądź facetem! Masz przed sobą doświadczoną kobietę.
Terapeuta - Mam wrażenie, że przyszła pani tylko po to, by wyciągnąć stąd panią Ninę.
Ada - To niech się pan cieszy, zrobiłam panu przysługę.
Terapeuta - Na czym miałaby ona polegać?
Ada - Nie musi pan spędzać czasu ze starą głuchą kobietą w początkowym stadium Alzheimera.
Terapeuta - A co dostaję w zamian?
Ada - No! To mi się podoba … dowcipny i bezczelny … prawdziwy mężczyzna. Dobrze by jeszcze było, jakby był bystry i rozróżniał kobiety.
Terapeuta - Mam rozumieć, że nie jest pani głucha?
Ada - Słyszę pańskie myśli.
Terapeuta - To co teraz pomyślałem?
Ada - Że jest tyle młodych i ładnych aktorek …
Terapeuta - Ale im się wydaje, że nie maja problemów.
Ada - Ma pan świetną opinię wśród pensjonariuszek naszego domu opieki. Ich opowieści podziałały na moją wyobraźnię i postanowiłam sama się o tym przekonać.
Terapeuta - I jak wypadła konfrontacja ustnego przekazu z fizycznym okazem?
Ada - Spokojnie, Złotko, jestem tu dopiero parę minut …
Terapeuta - Dlaczego jedna z najlepszych żyjących aktorek …
Ada - A co ty, Złotko, jesteś medykiem sądowym, żeby stwierdzać moją żywotność. Chciał pan spytać, co ja robię w domu opieki społecznej? To proste, Bóg zabrał już wszystkich moich wielbicieli do siebie, a nie natchnął ich wcześniej odwagą i wyobraźnią, by mnie zapłodnili.
Terapeuta - A pani chciała?
Ada - Chciała-nie-chciała, jakbym spotkała mężczyznę, to by się samo stało.
Terapeuta - Bardzo to pani przeżywa?
Ada - To?
Terapeuta - Chciałem powiedzieć …
Ada - Wiem, co chciał pan powiedzieć … nie zgładzam ludzi, którzy ośmielą się przy mnie wymówić słowo „starość” … czasem tylko przegryzam im aortę.
Terapeuta - Wolałem być ostrożny …
Ada - Ja już za dużo lat przeżyłam, aby przeżywać …
Terapeuta - Wyobrażam sobie, że to musi być jednak wyjątkowo bolesne w przypadku aktorki.
Ada - Zapewniam cię, Złotko, że nie jesteś sobie tego w stanie wyobrazić. Pan jest specjalistą, proszę mi więc powiedzieć, czy to możliwe, abym była zadowolona, że się znalazłam w tym domu, bo spotkałam tu Ninę, z którą pokłóciłyśmy się na śmierć i życie kilkadziesiąt lat temu?
Terapeuta - Naprawdę odczuwa pani zadowolenie?
Ada - Pana zdaniem, nie powinnam już nic odczuwać?
Terapeuta - Moim zdaniem, jest pani wciąż atrakcyjną kobietą.
Ada - Co pan powie? Na pana miejscu nie liczyłabym raczej na seks.
Terapeuta - Lubi pani mieć władzę, prawda? To jest, pani zdaniem, lepsze niż aktorstwo?
Ada - Nic nie jest lepsze, Złotko, od grania … ale tylko od grania, kiedy masz władzę nad widownią. Kiedy się śmieją, bo ja im każę się śmiać i gdy płaczą, bo ja tak chcę …
Terapeuta - A tekst, a autor?
Ada - A czy tyrani sami piszą swoje przemowy?
Terapeuta - Czuje pani bliskość z tyranami?
Ada - Jasne! Z jedną zasadniczą różnicą … oni reprezentują tyranię zła, a ja tyranię dobra. Chciałabym im wszystkim, tym siedzącym w ciemności, narzucić swoją wolę, wbić ich w fotele, wybatożyć słowami, a potem wypuścić zniewolonych emocjami i skutych pięknem na ulicę.
Terapeuta - Widywałem panią na scenie … tak to mniej więcej wyglądało. Ale nie czułem się niewolnikiem, bardziej wyznawcą. Niewolnicy nie wracają … nawet do dobrego pana. Wiem, że pani jeszcze, choć rzadko, występuje. Dalej tak pani to odczuwa … ten wpływ na widownię? Potrzebuje pani tego do życia?
Ada - Do życia to ja już tylko potrzebuję efektownego zejścia … a mówiąc poważnie, mam Ninę, przyjaciela i wroga w jednej osobie. Dawniej miałam wielu jednych i drugich, bo to pozwalało mi żyć na najwyższych obrotach. A teraz mam ją, będziemy się na siebie złościć, rozdrapywać rany i snuć wspomnienia … to na jakiś czas powinno wystarczyć.
Terapeuta - A teatr?
Ada - Mam trochę oszczędności. Dobrze panu zapłacę, jak mi pan dokładnie określi moment, w którym muszę definitywnie pożegnać się ze sceną. Taki wieczór, kiedy przyjdzie pan do garderoby i szepnie: „Pani Ado, dziś zaangażowano panią z litości, aktorzy zamiast grać, będą pilnować, aby pani nie spadła ze sceny i nie przygniotła prezydenta miasta, który siedzi w pierwszym rzędzie i który przyszedł zabrać pani przedstawienie, bo przecież dał niewielką dotację na pani jubileusz i ufundował z pieniędzy podatników kosz kwiatów, a publiczność będzie biła brawo nie pani, tylko pani sprzed lat”. No i co … zgadzasz się, Złotko?
Terapeuta - Jestem tylko skromnym terapeutą …
Ada - To akurat i ja widzę.
Terapeuta - Załóżmy jednak, że do pani przychodzę i opowiadam o tym prezydencie … a pani co, nie wychodzi na scenę?
Ada - Oczywiście, że wychodzę. Wierzę tylko Bogu, a jeśli on do mnie przyjdzie … albo kogoś przyśle, to i tak odwołają spektakl.
Terapeuta - A jak przyszłaby pani Nina?
Ada - Pan chyba zwariował … zamieńmy się miejscami, spróbuję pana wyleczyć, chociaż to beznadziejny przypadek.
Terapeuta - Trafiłem w jakiś czuły punkt?
Ada - Niech pan sobie nie pochlebia! Masz pan tu za tę nieudaną sesję i więcej niech pan nie przychodzi do mojej garderoby!
Terapeuta - Przecież nigdy jeszcze nie byłem.
Ada - Do tego kłamca … o kto przychodził i bredził coś o jakimś prezydencie i widzach, którzy bili brawo mnie, ale nie mnie?
Terapeuta - To pani słowa …
Ada - Pan tu sobie siedzi i myśli, że życie da się opowiedzieć, a do tego, że pan będzie w stanie je zmienić.
Terapeuta - Nie przypisuję sobie takich zdolności, to pacjent musi chcieć się zmienić, musi sobie to uświadomić.
Ada - To ci uświadamiam, Złotko, że nie jestem żadną twoją pacjentką. A życie można tylko zagrać …
Terapeuta - Pani je zagrała po wielokroć …
Ada - Chciał pan powiedzieć, że przegrałam?
Terapeuta - Chciałem powiedzieć, że powinna czuć się pani spełniona. Pani życiorysem można by obdzielić kilka osób …
Ada - Ty mnie, Złotko, jeszcze nie dziel jak skórę niedźwiedzia! A tę gadkę niech pan sobie zachowa na mowę pogrzebową! Mężczyźni w mojej obecności albo nie mówią nic, albo mówią mądrze. Nie jestem jedną z tych staruszek, których pańska powierzchowność doprowadza do przegrzania rozrusznika, bo nie zauważam w panu nic godnego zainteresowania.
Terapeuta - Denerwują panią kłopoty ze wzrokiem?
Ada - Odgryźć się też trzeba umieć. Powiedziałam, że lubię bezczelnych facetów i teraz tego żałuję. Wszystko mnie denerwuje, to, że panu … że nie mogę panu dokopać tak jakbym chciała …
Terapeuta - Za co chciałaby mi pani dokopać?
Ada - Nie rozumie pan? Przecież mówię wyraźnie, za to, że już nie mogę tego zrobić. Boję się lekceważenia, obojętności … boję się pustej sceny …
Terapeuta - Nie pustej widowni?
Ada - Na tym polega, Złotko, twoja metoda? Maksymalnie wkurzyć pacjenta … ja, na szczęście, nim nie jestem …
Terapeuta - Mamy jeszcze chwilę czasu, może porozmawiamy o pani relacjach z panią Niną?
Ada - Nie porozmawiamy! Po pierwsze, ja już czasu nie mam, a po drugie, Nina więcej tu nie przyjdzie.
Terapeuta - Rozumiem, że pani jest osobą dominującą w tych relacjach?
Ada - Nic pan nie rozumie! Ja jestem tym, kim chcę być. Żegnam!

SCENA IV
(Do pokoju Niny wchodzi Ada.)
Nina - Ale facet, co? Tylko pamiętaj, że ja byłam u niego pierwsza.
Ada - Wyciągnął to od ciebie?
Nina - Co? 150 złotych? Nie, bo wpadłaś jak wariatka i nie dość, że nie wziął pieniędzy, to nawet nie zdążyłam się położyć na kozetce.
Ada - Tam nie było, Złotko, żadnej kozetki.
Nina - Nie szkodzi, zrobilibyśmy to na podłodze, albo na biurku.
Ada - Prędzej na katafalku ! Zrobiłabyś to tak jak przez ostatnie 30 lat … w swojej chorej głowie …
Nina - Co się tak denerwujesz? I skończ wreszcie z tym wchodzeniem, jak mam faceta rozgrzanego do czerwoności!
Ada - Czerwoni to oni są od tego wydzierania się, ty walnięty głucholu.
Nina - Alkoholu? Masz rację, następnym razem dam mu alkoholu, to szybciej ulegnie.
Ada - Nie będzie następnego razu! Boję się … musisz uważać.
Nina - Masz na myśli ciążę?
Ada - Tak, kretynko! Urojoną, jak całe twoje życie. Boże! Czy ty nie rozumiesz, że będziemy skończone?
Nina - To ty nie jesteś jeszcze skończona?
Ada - Zobaczymy, czy będziesz żartować, jak pozbawią nas wszystkich nagród i zostaniemy wyklęte.
Nina - Nic nam nie udowodnią …
Ada - To się okaże. Na samą myśl o skandalu, jaki wybuchnie, chciałabym się zapaść pod ziemię.
Nina - Też myślę, że tam jest twoje miejsce.
Ada - Najpierw dopilnuję, żeby ziemia zakryła ciebie.
Nina - Wiem, że chociaż przez chwilę chciałabyś być najlepszą żyjącą aktorką, ale ja nawet martwa będę lepsza.
Ada - Masz rację! Tylko zrób coś wreszcie z tą swoją martwotą! Dlaczego nie wzięłaś pigułek?
Nina - Znam lepsze środki antykoncepcyjne.
Ada - Szkoda, że nie ma leków na --pi-- … ale te na serce, wątrobę, nerki i wszystkie inne zaburzenia musisz brać, bo inaczej umrzesz … na starość.
Nina - Co to ja w kosmosie jestem, żeby zjadać dziennie 32 pigułki? Chcę kawioru!
Ada - To prawda, my już podążamy po orbicie okołoziemskiej. A co do kawioru, to se ne wrati.
Nina - Na raty? Kawior na raty? Ten świat zwariował … jesteśmy gwiazdami, czy nie?
Ada - Byłyśmy, Złotko, byłyśmy … komu potrzebna stara gwiazda? My już jesteśmy co najwyżej kometami, które ciągną za sobą świetlistą smugę wspomnień, uwielbienia i urody. To ostatnie dotyczy, oczywiście, tylko mnie.
Nina - Zawsze miałaś tupet do mówienia nieprawdy, wbrew oczywistym faktom. Ale różnica pomiędzy tupetem a urodą jest taka sama jak pomiędzy tupecikiem a burzą włosów.
Ada - Masz burzę włosów, bo ich nigdy nie czeszesz, ty stara kołtunko. Chcesz poczytać moje recenzje?
Nina - Te opłacane przez twojego męża? To ty poczytaj moje … tylko uważaj, żebyś nie dostała apopleksji z zazdrości, ty łysa starucho!
Ada - Spokojna twoja siwa głowa, ty plebejska gwiazdko! Trzeba było zostawić sobie wszystkie recenzje, a nie tylko te pozytywne, których masz co kot napłakał.
Nina - Mam całą szafę, ty komediancka żmijo.
Ada - A wiesz, ze ja pamiętam tę twoją pierwszą rolę? Pisali, że jesteś godną kontynuatorką znanej aktorskiej rodziny …
Nina - Jak ja chciałam, żeby ojciec mógł być ze mnie dumny.
Ada - Był, był … jak przestałyśmy świętować nasz sukces, bo zasnęłaś w toalecie , to ja zrobiłam jeszcze z chłopakami rajd po knajpach i w „Teatralnej” spotkaliśmy twojego ojca, który stawiał wszystkim, którzy potwierdzali, że będziesz gwiazdą. Pomijam fakt, że później chciał mnie zaciągnąć do łóżka, bełkocząc, że to ja jestem przyszłością teatru.
Nina - Jak na pomijanie tego faktu, dość często go z lubością przypominasz.
Ada - Bo chcę ci uświadomić, że w naszym zawodzie droga kariery kobiety nie prowadzi tylko przez łóżko.
Nina - Jedną trzecią życia spędzamy w łóżku, trudno wtedy zatrzymywać karierę. Ty, na przykład, wyszłaś dla kariery za mąż. To była droga przez łóżko, czy nie?
Ada - To była, Złotko, miłość od pierwszego wejrzenia …
Nina - Od pierwszego wejrzenia to oni widzą tylko gołą babę … jak zobaczył twój wredny charakter, to …
Ada - To co? Nie zaznałaś miłości, bo nie pasowała ci do obranej pozy kobiety wyzwolonej, później, a w zasadzie za wcześnie, z tych samych powodów porzuciłaś i seks. Wyzwalałaś się i buntowałaś, buntowałaś i wyzwalałaś … od czego? Od życia. O takie wyzwolenie ci chodziło?
Nina –
„Byłem gwiazdą,
gwiazdą stałą, niebios niewolnicą.
Tam hen, ujęty łańcuchem,
z wyprężonymi ramiony,
uwięzgłem duchem,
gdzie gwiazd iskrzące skorpiony
świecą
w przestrzeni wieczystych głusz,
gdzie gniazda bogów i dusz - -
i spadłem.
Tę ziemię ukochałem
szałem
i w żądzy palącej posiadłem
ciałem! -
Jestem w każdym człowieku, żyję w każdym sercu …”

Ada - Konrad z „Wyzwolenia”? Tu cię boli … a wiesz, że ja to podejrzewałam. Ja to czułam prawie od początku, ale wydawało mi się to tak nieprawdopodobne, tak absurdalne … ktoś tu naprawdę oszalał.

Nina - Myślisz, że on za mną szaleje?

Ada - Jasne! Prosił mnie, bym mu przyniosła kosmyk twojego kołtuna. Ty stara czarownico! Udajesz, że nie słyszysz, albo, że nie wiesz o co chodzi, kiedy odpowiedź jest ci nie na rękę … porozmawiaj ze mną o tym poważnie! Znasz, Złotko, więcej męskich ról?

Nina - Nie rób z igły wideł! Grałam kiedyś, na samym początku, jedną z Masek, to z nudów nauczyłam się partii Konrada …

Ada - Nie, nie! To nie tak. Pamiętam cię dobrze z tamtego czasu … dziwnie się zachowywałaś … bardzo dziwnie … myślałaś o zmianie płci? Błagam cię, powiedz prawdę!

Nina - Myślisz, ze on jest gejem?

Ada - Szlag mnie zaraz trafi! Przestań choć na chwilę o nim myśleć! Jesteś moją jedyną przyjaciółką, jesteś mi winna szczerość …

Nina - A gdzie byłaś, jak ja nie miałam angażu? Wtedy byłaś szczera do bólu …

Ada - Już sobie to sto razy wyjaśniałyśmy. Pokłóciłyśmy się na śmierć i życie … chyba nie zaprzeczysz? Bardzo to przeżyłam, naprawdę. Byłam na zakręcie i musiałam ustawić na nowo cały swój świat. Budowałam go na dotychczasowym życiu, ale w pewnym sensie tworzyłam go od nowa. Miałam wtedy na głowie chorobę Maćka. Mieszkałam w jakimś nędznym mieszkanku, bo postawiłam wszystko na jedną kartę … harowałam po dwadzieścia godzin na dobę i łudziłam się, że jest jakaś szansa … nie myślałam o niczym innym … o tobie też nie. Czasem ktoś o tym przypominał w jakimś piśmie … o naszym konflikcie, ale to już było za mną … tak mi się wtedy wydawało …

Nina - Wydawało ci się, że jesteś lepsza, bo mogłaś wybierać repertuar? Bo było cię wszędzie pełno, tak, że bałam się włączyć żelazko, by z niego nie wydobywał się twój głos.

Ada - Nie wiedziałam, że umiesz prasować. Tak to odbierałaś? Mówiłaś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego, a teraz mam mieć wyrzuty sumienia, że ci nie pomogłam. Ślubu z tobą nie brałam. Każda z nas poszła swoją drogą. Czy ja kazałam ci się rozbierać na scenie … albo rzucać kalumnie na ludzi, którzy rozdawali wtedy karty? Czarna owca zawsze była zakałą stada.

Nina - Racje były po mojej stronie.

Ada - Racje, Złotko, będzie miał zawsze autor, który pisze i aktor, który gra, bo nieobecni jej nie mają.

Nina - Nie męcz mnie! Nie chcę o tym rozmawiać. Wolę pójść do mojego doktorka …

Ada - Nigdzie nie pójdziesz! Nie jest tak bystry, jak o nim mówią, ale potrafi to z ciebie wyciągnąć.

Nina - Byle tylko ściągał, to się ode mnie nie opędzi.

Ada - Erotomanka za dychę …

Nina - O, przepraszam, za całe 150 złotych.

Ada - To je zaoszczędzisz, bo więcej go nie zobaczysz.

Nina - Wydaje ci się, że możesz mi rozkazywać, bo twój mąż był dyrektorem teatru?

Ada - Co z tego? Maciek odszedł dawno temu … było, minęło, nie ma co się roztkliwiać. Chciałam być niezależna i byłam.

Nina - Niezależna? Człowiek goniący za forsą nie może być niezależny.

Ada - Ale grałam … byłam co wieczór na scenie … jak bardziej aktor może okazać swoją niezależność, niż poprzez granie. Tak jak ty? Wieczną kontestacją, buntem przeciw całemu światu? Ja też nie byłam pokorna, ale skałę bardziej, niż walenie w nią głową, drąży kropla.

Nina - Myślisz, że mam na jego punkcie hopla?

Ada - Nienawidzę, jak się tak zachowujesz. Niby chcesz poważnie rozmawiać, a ni stąd ni zowąd obracasz wszystko w żart. Nie zgadzasz się ze mną, Złotko, że aktorstwo to misja?

Nina - Chcesz poważnie, proszę bardzo … najpierw jesteś człowiekiem, później kobietą, a na końcu aktorką. Popatrz w lustro i staraj się dostrzec te trzy twarze … jak tylko jedna będzie zadowolona, to … misja się nie powiodła.

Ada - Wspominałaś, że grałaś Maskę … my jesteśmy właśnie maskami. Aktorka jest kobietą o stu obliczach, tak jak aktor jest mężczyzną o stu twarzach. Nieważne jaką jesteś kobietą, albo jakim mężczyzną. Ważne, jaką maskę założysz wieczorem …

Nina - To się nazywa maskarada, a nie teatr.

Ada - Nazwa nie ma znaczenia, liczą się emocje … dopiero z nich ...

Nina - Czy ty czasem nie bluźnisz? Uwierzyłaś w te brednie, które o tobie wypisywano … bogini sceny. Połóż sobie dłoń na oczy, może ci się wzrok poprawi! No, dalej … dotknij moich uszu, uzdrów mnie!

Ada - Pieprznę cię w ucho, to ci się zaraz poprawi! Zazdrościsz mi, że mi się udało … przyznaj to wreszcie, całe życie mi zazdrościłaś!

Nina - Czego? Cynizmu, wyrafinowania … sprzedałaś się … wreszcie to przyznaj! Co sobie obiecywałyśmy na studiach?

Ada - Masz na myśli te brednie, że oddamy się tylko sztuce? Może nie pamiętasz, ale jeszcze tego samego dnia wylądowałyśmy w łóżku z młodymi adeptami sztuki.
Nina - To nie miało nic wspólnego ze sztuką. To była walka z pokoleniowym zacofaniem, ze zniewoleniem, z ustrojem.
Ada - Myślałby kto, że dupą obalałaś ustrój?
Nina - Byłyśmy młode, głupie … chociaż jest co powspominać.
Ada - Czy człowiek naprawdę z wiekiem mądrzeje?
Nina - Idę poszukać Zenka, bo czuję, że zasłabnę … mam cię dość na dzisiaj.
Ada - Tylko pamiętaj, żadnych wizyt u terapeuty! Przysięgnij mi na wszystko, co jest ci najdroższe!
Nina - Przysięgam ci na terapeutę.
Ada - Wiedźma! Aaa! Jeszcze jedno … jutro wrócimy do tych męskich ról … nie myśl, że ci się upiekło.
Nina - Piekło? Kiedy się tam wybierasz?

SCENA V
Terapeuta - Miło panią znowu widzieć, pani Nino! Anonsowano mi, że pani więcej nie przyjdzie, tym więc milej.
Nina - Jestem tu incognito … oficjalnie poszłam do kościoła.
Terapeuta - To w zasadzie niewielka różnica, tu i tam spowiedź. Pani Nino! Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o pani relacjach z panią Adą, ale możemy, oczywiście, porozmawiać o czymś innym, jeśli pani woli.
Nina - Trochę mnie boli, ale w moim wieku to ponoć normalne. Tylko sam wiek jest nienormalny. Mówią, że to osiągnięcie medycyny. Jeśli ja jestem osiągnięciem, to jak wygląda klęska.
Terapeuta - Pewnie wiele kobiet by się z panią zamieniło, zaręczam panią.
Nina - Chce się pan ze mną zaręczyć? Adę dostanie apopleksji … to najlepsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić.
Terapeuta - Ma pani na myśli apopleksję, czy zaręczyny? Pani pochodzi z bardzo sławnej rodziny … nic pani po niej nie zostało? Pytam, bo pani tak … tu … w domu opieki …
Nina - Chyba wypieki to nic dziwnego w tej sytuacji … mam prawo się rumienić … wiek wiekiem, ale po tylu latach wstrzemięźliwości mogę uchodzić za panienkę.
Terapeuta - Proszę mi pozwolić wyregulować pani aparat, terapia polega na rozmowie i dobrym zrozumieniu.
Nina - Niech pan reguluje, doktorze, i niech pan nie poprzestaje na uszach! Szkoda, że przez ten rozrusznik nie mogę używać telefonu komórkowego, bo Adzie przydałaby się już teraz jakaś mała apopleksja. Niech pan nie odchodzi! Pan ma takie delikatne ręce, po co pan tak szybko reguluje?
Terapeuta - Powróćmy do terapii! Nic pani nie zostało po takiej rodzinie?
Nina - Wie pan jakie były czasy, najpierw wojna, potem komuna … zabrali, spalili, zniszczyli. Jest niby jakaś kamienica … dwór, w którym mieści się przedszkole, coś tam jeszcze … nigdy mnie to nie interesowało, nie zabiegałam więc o odzyskanie … jakoś dawałam sobie radę … dobra materialne nie czynią nas bardziej ludzkimi.
Terapeuta - Pozwolę się nie zgodzić z szanowną panią … z pieniędzmi zawsze kobiecie do twarzy. Poza tym, dlaczego ktoś obcy miałby teraz korzystać z dorobku pani rodziny?
Nina - Ja nie mam dzieci, moje rodzeństwo od dawna nie żyje … a i ja już jedną nogą poza sceną. I tak musiałabym pozostawić obcym.
Terapeuta - Nie wolno pani tak nawet myśleć! Pani jest jeszcze w sile wieku, przed panią jeszcze wiele lat szczęśliwego życia. Niejednemu może pani zawrócić w głowie.
Nina - Chyba tylko tym staruchom w domu opieki. Dla nich jesteśmy z Adą łakomym kąskiem. Staruchy rywalizują między sobą, który nas zaliczy … to znaczy, który się z nami pokaże w ogrodzie na spacerze, bo zaliczyć to oni mogą już tylko lewatywę. Poza tym nie po to zdecydowałam się na tę ochronkę dla staruchów, żebym opróżniała teraz któremuś z nich worek od cewnika.
Terapeuta - Pani Nineczko, ani mi do głowy nie przyszło, abym miał panią pchać w ramiona tych, jak się pani wyraziła, staruchów. Myślałem o kimś znacznie młodszym, który to panią będzie się umiał zaopiekować … co ja mówię „zaopiekować”? … pani nie potrzebuje opieki, pani zasługuje na miłość. Wyczuwam w pani niewyczerpane pokłady miłości, które potrafią uszczęśliwić niejednego mężczyznę.
Nina - Niejednego, to prawda.
Terapeuta - Lepiej jednego … pani nie zasługuje na przelotne miłostki, tylko na szaleńczą miłość, aż po grób.
Nina - Szaleńczą, czyli krótką.
Terapeuta - Nie gardziłbym na pani miejscu nawet dniem, czy miesiącem szczęścia. Pani powinna mieć dla kogo żyć i oczywiście musi się pani zaangażować w odzyskanie dóbr rodzinnych. Przodkowie pani nie darują takiej lekkomyślności … kiedyś się pani z nimi przecież spotka.
Nina - Nawet bym nie wiedziała jak się za to zabrać …
Terapeuta - Proszę się o nic nie martwić, od czego są przyjaciele. Jak tylko panią ujrzałem, wiedziałem, że pani nie pasuje do tego domu opieki. Pani powinna mieć przy sobie bliską osobę …
Nina - Mężczyznę …
Terapeuta - Oczywiście, że prawdziwego mężczyznę. Staruchy niech spacerują z panią Adą …
Nina - Pasują do siebie.
Terapeuta - Niech ona im robi lewatywę …
Nina - I opróżnia cewniki.
Terapeuta - Przy pani widzę kogoś młodszego …
Nina - Po co mi staruch?
Terapeuta - Znacznie młodszego, kto doceni, że jest pani wybitną aktorką …
Nina - Najlepszą.
Terapeuta - Oczywiście, ze najlepszą … ale ważne, by ten ktoś dostrzegł w pani nie tylko wybitną aktorkę …
Nina - Najlepszą.
Terapeuta - Nawet najlepszą, ale by zobaczył w pani też atrakcyjna kobietę, z którą będzie chciał się związać, pomagać jej w załatwianiu zaległych spraw rodzinnych i starzeć się razem z nią.
Nina - Myślałam, że to miał być pomysł na odmłodzenie?
Terapeuta - To była tylko metafora … wiadomo, ze młodszy mężczyzna odejmie pani sporo lat.
Nina - Ile?
Terapeuta - Trudno powiedzieć, ale z pewnością poczuje się pani młodziej.
Nina - Pytałam ile młodszy ma być ten facet?
Terapeuta - Na przykład w moim wieku. Mówiłem już, że czytałem pani książkę … tę o pani przodkach?
Nina - To jest nas dwoje.
Terapeuta - Pani jak zwykle skromna. W pracy nad tą książką musiała się pani posługiwać rodzinnymi dokumentami. Ma ich pani pewnie sporo. Te świadczące o pani prawach do rodzinnych nieruchomości również?
Nina - Zmieńmy lepiej temat, bo i ja zaczynam się czuć jak nieruchomość.
Terapeuta - Jak pani sobie życzy, jeśli te sprawy panią denerwują, to pogadajmy o pani przyjaźni z panią Adą …
Nina - Jeśli pan myśli, że ten temat mnie nie zdenerwuje, to się pan myli.
Terapeuta - Zauważyłem, że ona ma zły wpływ na panią … to znaczy próbuje sobie panią podporządkować.
Nina - Zawsze taka była.
Terapeuta - Pani nie powinna temu ulegać! Od dawna się panie znacie?
Nina - Od wczesnego średniowiecza … chodziłyśmy razem do szkoły, potem wspólne studia, praca w tych samych teatrach i długoletnia dziura, bo śmiertelnie się na siebie obraziłyśmy.
Terapeuta - O co poszło?
Nina - Myśli pan, że ja pamiętam? Może o faceta, może o rolę … tak, chyba o rolę. Ona zawsze zabierała moje role …
Terapeuta - Nie rozumiem! Jak to zabierała?
Nina - Normalnie … ja dostawałam, a ona tak kręciła, tak knuła, tak zabiegała, że w końcu zmieniali obsadę. Ona to zresztą robi do dzisiaj … ostatnio pozbawiła mnie roli w filmie, nad którym pracowałam ponad rok. Nawet budyń mi zabiera w stołówce.
Terapeuta - Ale dlaczego pani na to pozwala?
Nina - Bo nie cierpię budyniu.
Terapeuta - Dlaczego panie tak długo razem pracowały? Skoro pani Ada miała na panią taki zgubny wpływ, dlaczego nie postawiła pani na samodzielną karierę?
Nina - Bo chciałam być najlepsza …
Terapeuta - Na jej tle?
Nina - Tu nie o tło chodzi, choć to też ważne ... nie zostanie pan mistrzem świata walcząc z zawodnikiem trzeciej kategorii. Liczy się, gdzie pan gra, w czym pan gra i z kim pan gra …
Terapeuta - A talent? Pani ma przecież to coś …
Nina - Miło, że pan tak mówi, choć nie wiem, czy mamy oboje na myśli to samo „coś”. Umie pan rozmawiać z kobietami, doktorku, niby poważnie, ale od czasu do czasu rzuci pan jakieś delikatne świństewko i dreszczyk podniecenia dojdzie tam gdzie trzeba.
Terapeuta - Naprawdę miałem okazję panią podziwiać na scenie. Szczególnie podobały mi się pani kreacje w sztukach Czechowa.
Nina - Kreacje to akurat zasługa mojej garderobianej … żartuję. Nie chcę, żeby pan pomyślał, że ja już tylko myślę o śmierci i że ze mną można rozmawiać jedynie śmiertelnie poważnie.
Terapeuta - Ależ pani Nineczko, ja naprawdę nie kojarzę pani wyłącznie ze śmiercią …
Nina - Wyłącznie?
Terapeuta - To znaczy chciałem powiedzieć … wcale.
Nina - To z czym się panu kojarzę?
Terapeuta - Z kominkiem … siedzimy przy kominku …
Nina - Nie lepiej leżeć nago na tygrysiej skórze?
Terapeuta - Lepiej, ale na razie siedzimy. Pani w bujanym fotelu …
Nina - Żebym mogła sprawiać wrażenie, że się jeszcze ruszam.
Terapeuta - Ja okrywam panią pledem …
Nina - Żebym nie skostniała.
Terapeuta - Podaję pani coś do picia …
Nina - Żebym nie uschła.
Terapeuta - I składam na pani ustach pocałunek …
Nina - Zaciskając palce na nosie … znam to … w tamtym tygodniu robił mi to samo pan Zenek.
Terapeuta - Kim, do cholery, jest pan Zenek?
Nina - Ktoś tu jest zazdrosny? Zenek to jedyny niestaruch w naszym domu. Konserwator … nie, nie mój … obiektu. Strasznie na mnie napalony, ale niestety trunkowy. A pan pije?
Terapeuta - Wyłącznie dla zdrowia.
Nina - Ładnie pan to przedstawił, doktorze … tylko, że ja nie wierzę w bezinteresowną miłość.
Terapeuta - A kto powiedział, że ona będzie bezinteresowna? Liczę na to, że spłynie na mnie część pani sławy … pani blasku.
Nina - Z pana to prawdziwy romantyk. Ada nie chciała, żebym do pana przychodziła, zazdrosna szelma.
Terapeuta - Pani powinna z nią zerwać wszelkie kontakty … dla własnego dobra, dla zdrowia psychicznego. Teraz już nie będzie pani jej potrzebować … ma pani mnie.
Nina - I pomyśleć, że ja kiedyś przez nią chciałam zmienić płeć …
Terapeuta - Tak się pani podobała? Chciała pani być jej partnerką … partnerem?
Nina - No, co pan? Wcale mi się nie podobała … te pojawiające się gdzieniegdzie doniesienia o jej rzekomej urodzie, to … sam pan widział … te chłopskie rysy, ta końska twarz, ten nos … za duży i jakiś garbaty …
Terapeuta - Trochę pani przesadza!
Nina - Może trochę … a pan, co? Z nią też się pan zaręczył? Gdybym była facetem, nigdy bym się w Adzie nie zakochała.
Terapeuta - To o co chodziło z tą płcią?
Nina - Nie, nic, nieważne.
Terapeuta - Pani Nineczko, ja jestem terapeutą, czyli po pierwsze, pełna dyskrecja, a po drugie, jak mam pani pomóc, muszę wszystko o pani wiedzieć.
Nina - Tak, tak, przepraszam … boję się tylko, że jak pan się dowie o wszystkich moich dolegliwościach, to nie będzie pan już dla mnie taki miły.
Terapeuta - Niedomagania organizmu zostawmy lekarzom …
Nina - Sęk w tym, ze mój organizm się domaga …
Terapeuta - Ja wiem, ale skupmy się na pani psychice. Uleczmy duszę, a ciałem zajmiemy się później.
Nina - Byle nie za późno, bo o 22:00 musimy być w pokojach.
Terapeuta - Na wszystko przyjdzie czas. Odzyskamy pani dobra i w odrestaurowanych pomieszczeniach będę siedział przy pani, będę bawił panią rozmową, trzymał panią za rękę …
Nina - I tylko po to mam odzyskiwać rodzinny majątek?
Terapeuta - Na razie jest pani moją pacjentką … ja nie mogę wchodzić w żadne relacje z panią, to wbrew zasadom … mogę utracić uprawnienia. Dlatego nasze plany muszą pozostać naszą słodką tajemnicą. Apeluję do pani o odrobinę cierpliwości i wyrozumiałości … w aktualnej sytuacji nie mogę posuwać się zbyt daleko.
Nina - Rozumiem … wiem, że nie może pan posuwać … to dopiero drugie spotkanie. Apelowanie do kobiety w moim wieku o cierpliwość zakrawa na ironię, ale gotowa jestem czekać. Tym bardziej, że po raz pierwszy w życiu będę czekać na mężczyznę, to też jakieś nowe doznanie.
Terapeuta - Dziękuję i obiecuję, że nie zawiodę pani. Ale powróćmy do tej zmiany płci, to mnie naprawdę intryguje.
Nina - Chyba jest pan tolerancyjny … wie pan, ja nigdy tego nikomu nie mówiłam, nawet Adzie. Co ja mówię … nie „nawet”, tylko szczególnie jej nie mogłabym tego wyznać. Bo to chciałam zrobić przez nią … to znaczy, przeciwko niej. Jednym słowem, nie mogłam znieść, że ona może być ode mnie lepsza. Tak było od początku, jeszcze w szkole, zawsze ze sobą rywalizowałyśmy. Potem ja wybrałam aktorstwo i poprosiłam ją, aby ze mną pojechała na egzaminy. I jak już tam byłyśmy, to ona wtargnęła do sali przesłuchań, dała ponoć jakieś zadziwiające przedstawienie i ją przyjęli. A miała iść na weterynarię … to był bardzo dobry pomysł, uwzględniając jej wygląd …
Terapeuta - Urodę nie jest łatwo ocenić jednoznacznie.
Nina - Pewnie, każda potwora znajdzie swego amatora. Ona całe życie uważała się za lepszą. Dawała mi to do zrozumienia na każdym kroku. Nie pozwalała, abym o tym zapomniała. To mi odbierało sen, to nie pozwalało mi się cieszyć moimi własnymi osiągnięciami … to kazało mi zapomnieć o rodzinie. Teraz myślę, że ten mój częsty bunt przeciw reżyserom, dyrektorom teatru … moje konflikty były wynikiem jakiejś kretyńskiej rywalizacji. W pewnym momencie dotarło do mnie … to znaczy tak, wbrew sobie, pomyślałam, że nigdy z nią nie wygram …
Terapeuta - Przecież byli krytycy, były recenzje … nie wiem, jakieś festiwale, przeglądy. Nie przypominam sobie, żeby uważano panią Adę za lepszą aktorkę od pani.
Nina - To nie było ważne. Tego może nawet nie da się porównać. Ja wiem, podlegamy ocenie … ktoś lepiej wykonuje swój zawód, inny gorzej. Ale prawidłowy werdykt mógłby być pewnie tylko wtedy, kiedy grałybyśmy w tym samym czasie te same role. Tylko nie o to chodzi … nieważne co myśleli o nas inni. W mojej głowie pulsowała myśl: „ona jest lepsza, ona jest lepsza”. Nie mogąc sobie z tym poradzić, wpadłam na pomysł zmiany płci. Skoro nie mogłam jej pokonać jako aktorka, to chciałam zostać aktorem. Oni mają więcej znaczniejszych ról i to ja, a nie ona, mogłabym je grać …
Terapeuta - Ale to przecież absurd! Mężczyźni i kobiety nie rywalizują w tych samych zawodach.
Nina - Może to kwestia wychowania … w moim rodzinnym domu uważano, iż aktor to ktoś więcej niż aktorka. No, dość już tych wynurzeń … msza się skończyła.
Terapeuta - Ale co z tą zmianą płci?
Nina - Jak pan widzi, płeć ta sama, zmienił się tylko wiek. Nie pamiętam, jak to było, ale zdaje się właśnie wtedy się pożarłyśmy na dobre, zerwałyśmy wszelkie kontakty i pomysł własnego penisa upadł.
Terapeuta - I znowu powinna pani rozstać się z panią Adą na dobre. Pani jej do niczego nie potrzebuje, pani jest lepsza. Będę czekał na panią w najbliższych dniach, proszę przynieść dokumenty dotyczące rodzinnych nieruchomości, znam kogoś, kto będzie w stanie ocenić ich wartość i możliwości odzyskania. Cieszę się, że panią poznałem i mam nadzieję, że jest to początek czegoś … czegoś …
Nina - Czegoś?
Terapeuta - Czegoś nadzwyczajnego.
Nina - Zważywszy na mój wiek, zwyczajne to już nic nie będzie. Do jutra, miły!

SCENA VI
Ada - Nareszcie wróciłaś … od kiedy ty chodzisz do kościoła?
Nina - Chodź tu! Bliżej okna, bo muszę zobaczyć twoją minę! Oświadczył mi się.
Ada - Ksiądz?
Nina - Głupia wariatka! Nie ksiądz, tylko terapeuta.
Ada - W kościele?
Nina - Nie! W zakrystii … co ty z tym kościołem?
Ada - Jednak tam byłaś? Mówiłam ci, żebyś nie szła do tego hochsztaplera!
Nina - Nie będziesz mi rozkazywać, stara zazdrośnico!
Ada - Też miałabym ci kogo zazdrościć … mogłam mieć, Złotko, każdego …
Nina - A ja nie tylko mogłam, ale mam … pana Zenka, a teraz pana Czarka.
Ada - Widzę, że cię nieźle oczarował …
Nina - Teraz mogę ci oddać tego Zenka … naprawdę nieźle całuje.
Ada - Dziękuję, od jego jednego pocałunku miałabym ze 2 promile alkoholu we krwi.
Nina - No to co? Przecież nie jeździsz samochodem.
Ada - Ty i bez tych pocałunków bredzisz jak pijana. Opamiętaj się wreszcie! Posłuchaj! Ta co grała same ogony, a teraz udaje gwiazdę … no wiesz, ta natapirowana zołza, powiedziała mi, że podejrzewają naszego terapeutę …
Nina - Nie naszego, tylko mojego.
Ada - Zamknij się! Mogę ci nic nie mówić … niech cię obedrze ze skóry …
Nina - Nie przesadzaj, nie wygląda na sadystę.
Ada - Na oszusta też nie, ale ponoć kręci się koło domów opieki, usidla staruszki i wyciąga z nich co się da.
Nina - Nie nabierzesz mnie! Chcesz wskoczyć na moje miejsce, co? Chciałabyś leżeć z nim nago przy kominku, na tygrysiej skórze.
Ada - Jakiej tygrysiej? Jakim kominku?
Nina - Jak to jakim? W moim dworku … kamienica będzie zarabiać na dostatnie życie, a my z Czarusiem zamieszkamy w dworze.
Ada - Przecież ty, Złotko, nie masz żadnego dworku … zaczekaj, pójdę po lekarza. Bierzesz psychotropy na te swoje nocne urojenia?
Nina - Nigdzie nie idź! To nie żadne urojenia, przecież byłam u niego w dzień. Pamiętasz, kiedyś ci wspominałam, że mój dziadek miał dwór w Lepszowicach, a drugi secesyjną kamienicę w centrum stolicy i coś tam jeszcze … jakąś ziemię.
Ada - I gdzie to masz?
Nina - Ojciec starał się przez całą komunę to odzyskać, ale bezskutecznie … a potem był już za stary, a mnie to do niczego nie było potrzebne.
Ada - Nie przypominam sobie, abyśmy rozmawiały o jakiś twoich dworach …
Nina - Bo wtedy o tym się nie rozmawiało … nie wypadało, tylko o teatrze.
Ada - Gdzie ty miałaś rozum? Przecież mogłyśmy to sprzedać i sfinansować teatr.
Nina - Trzeba było mi to zaproponować!
Ada - Trzeba było mi zdradzić sekrety rodzinne!
Nina - Wtedy byś się ze mną nie pokłóciła, tak? Miałabym forsę, to byłabym dobra przyjaciółką … czy my się kiedyś tak naprawdę przyjaźniłyśmy?
Ada - Myślisz, że ten terapeuta jest twoim przyjacielem?
Nina - A ty jesteś … byłaś? Nie szukam przyjaciela, tylko kochanka …
Ada - Zwariowałaś! Ty szukaj księdza … masz 81 lat.
Nina - I co z tego? Julia miałaby teraz ponad 400.
Ada - Ale ona nie żyje … o ile kiedykolwiek żyła.
Nina - No widzisz, a ja wciąż żyję i wolę wyzionąć ducha w ramionach mężczyzny, niż w domu opieki.
Ada - Przecież on cię, Złotko, wykorzysta i zostawi …
Nina - I tak jestem zostawiona, a na dodatek niewykorzystana. To co jest lepsze?
Ada - Nie denerwuj mnie! Nagle na starość postanowiłaś być logiczna? Przecież on będzie się ciebie brzydził.
Nina - Seks raczej nie jest estetyczny, ale człowiek potrzebuje dotyku … kontaktu cielesnego …
Ada - I teraz dopiero do tego doszłaś? Trzeba było się dotykać wcześniej!
Nina - Muszę nadrobić stracony czas. Może nawet zrobimy to jutro, tylko odszukam te akty własności, to go wyraźnie podnieca.
Ada - Nie zrobisz tego! Po moim trupie!
Nina - Przykro mi, ale będziesz musiała jutro umrzeć …
Ada - Nie rozumiesz, że to oszust! Nie słyszysz?
Nina - Słyszę bardzo dobrze … wymieniłam baterie, jak szłam do niego. Czy w moim wieku można wybrzydzać … jak się nie trafia dżentelmen, to niech będzie i oszust. Ważne, żeby był dobrym kochankiem.
Ada - Może dobrze słyszysz mnie, ale czy ty słyszysz siebie? Przecież on może cię skrzywdzić … nawet zabić.
Nina - Z miłości?
Ada - Nie! Z pistoletu, ty spróchniała Julio! Boże! Lekarz nie kazał mi się denerwować. Nie rozumiesz, że on może przejąć twój majątek i zadusić cię poduszką?
Nina - Jednak wierzysz, że możemy znaleźć się w łóżku? Zaryzykuję … dopóki nie odzyskamy rodzinnych sreber, jestem bezpieczna … a to ponoć długi proces. W tym czasie będzie musiał o mnie dbać.
Ada - To jakiś absurd! Ja, głupia, zaczynałam wierzyć, że ty naprawdę się zakochałaś, a to tylko jakaś wyrafinowana gra. Gorzej jak on okaże się przebieglejszy od ciebie i na przykład wymusi na tobie zrzeczenie się roszczeń do majątku i zepchnie cię ze schodów.
Nina - A ty co? Jesteś jego doradcą od zabijania staruszek … w przeciągu paru minut zgładziłaś mnie na trzy różne sposoby. Z niemałą satysfakcją, jak mniemam?
Ada - Po co ci to, Złotko? Przecież się na nowo odnalazłyśmy. Nawet tu da się żyć, jak ma się bratnią duszę. Nie wierzę w ten twój nagły pociąg do seksu … do majątku tym bardziej.
Nina - W czasopiśmie „Złota Jesień” było napisane, że seks wydłuża życie i może być atrakcyjny bez względu na wiek …
Ada - Dobra! Pieprz się! Stosuj sobie tę seks-kurację, ale nie z nim! Ja zaraz dzwonię na policję i ten nekrofil trafi za kratki.
Nina - Nie zrobisz tego! Wiedziałam, że przyjdzie dzień, kiedy będziesz mi zazdrościć. To podłe, co chcesz zrobić … nie możesz zepsuć mi spektaklu. Wiele razy ci na to pozwalałam, ale to może już ostatnie moje prawdziwe przedstawienie i …
Ada - Aa! To ty szykujesz spektakl z tym, pożal się Boże, terapeutą. I co to będzie? „Kamasutra w domu opieki”, czy „Stara baba i może”? Ze względu na wzrok, poproszę o bilet w pierwszym rzędzie.
Nina - Śmiej się, śmiej! Nic nie rozumiesz … myślisz, że ja jestem taka naiwna. Wiem, co on knuje. Dlatego to ja jego wykorzystam, a nie on mnie. Po pierwsze, niech się zajmie odzyskaniem nieruchomości … mówił, że ma kogoś, kto to szybko załatwi. Po drugie, będę grać idiotkę i napaloną staruchę. Jak się da na to złapać, a zagram perfekcyjnie, to … seksu nie wykluczam … nic nie mów! Po trzecie, jak oddadzą mi majątek, to go sprzedam i sfinansuję teatr. Po czwarte … nie wiem, zapomniałam … wszystko jedno, bo i tak wtedy już chyba umrę.
Ada - A co z nim?
Nina - Pójdzie siedzieć … kto wie, jak będę żyła, może będę chodzić do więzienia na intymne widzenia. Ale pewnie mnie znienawidzi i znowu zostaną mi tylko zasłabnięcia przy panu Zenku.
Ada - Chyba powinnam ci bić brawo, ale on może okazać się bardziej cwany niż ty. Zastanów się, czy warto ponosić takie ryzyko.
Nina - Dla nas już samo ranne wstawanie jest ryzykiem. To ostatnia okazja do dobrej zabawy …
Ada - Mam wątpliwość, Złotko, czy tu naprawdę chodzi o zabawę … ale ten teatr podziałał na moją wyobraźnię. Gdybym miała środki, też bym je przeznaczyła na własny teatr. Nie mogę patrzeć na to, co oni teraz wyprawiają na scenach … pora umierać.
Nina - Był teatr przed nami, to i po nas jakiś zostanie. To, że go nie rozumiemy … że nasi widzowie zostają w domach, bo też go nie rozumieją … może to wymiana pokoleniowa, może rewolucja technologiczno-obyczajowa. Przyzwyczailiśmy się do teatru mieszczańskiego, do teatru, w którym liczy się słowo … nie wulgarne, ale piękne, poetyckie i wzniosłe … do teatru, który na jakiś czas uchyla kurtynę do lepszego świata i musimy o niego walczyć. Jeśli o takim teatrze będą marzyli i inni, to on będzie trwał, będzie się odradzał … z młodych też da się zrobić mieszczan.
Ada - Od kiedy jesteś taką optymistką, co? Z drugiej strony, jeśli ktoś w twoim wieku myśli o seksie, to pesymistą raczej nie jest. Podnieciłam się tym teatrem. Jeśli będziesz chciała skorzystać z mojego doświadczenia, to ci pomogę … o ile wcześniej nie oślepnę.
Nina - Zatrudnię cię … nawet dzisiaj podpiszemy umowę, bo mogę później zapomnieć, czy coś. Widzisz … jestem lepsza.
Ada - To o to chodzi … o rywalizację … ty cały czas chcesz się ze mną porównywać …
Nina - Przestań! Tak mi się powiedziało … chodziło mi o to, że mam dobre serce … znaczy lepsze, ale to może tylko za sprawą rozrusznika.
Ada - Ty sobie wsadź rozrusznik i do mózgu! Może wreszcie zmądrzejesz. Czy ty jesteś jakiś czynownik, murarz jakiś? Nie wystarczy ci, że byłaś świetną aktorką … jesteś dalej. Odpuść sobie ten konkurs piękności! Komu on dzisiaj jest potrzebny? Mamy razem 162 lata. Może wyzwiesz mnie na pojedynek na laski. Popatrz na siebie, później popatrz na mnie, a potem jeszcze raz na siebie!
Nina - Ja na wzrok akurat nie narzekam, po co więc mam patrzeć na siebie dwa razy?
Ada - Bo na siebie rzadko patrzymy … a warto. No, powiedz to sobie w twarz … jestem czempionką, podziwiajcie mnie … po śniadaniu dokopię Adzie w tenisa, przed obiadem znajdę jeszcze czas na szybki numerek z panem Zenkiem, po obiedzie skok ze spadochronem, a wieczorem, a w zasadzie do rana, seks z terapeutą …
Nina - Życie potrafi być piękne …
Ada - I sprawmy, aby takie było, Złotko! Śmiałyśmy się z twojej imienniczki, kiedy grała prawie trzy razy młodszą Balladynę, to teraz nie róbmy czegoś, co rozśmieszy innych …
Nina - Ten twój cholerny rozsądek … żadnych spontanicznych zachowań. Kiedyś byłaś inna … wiem, wiem, to było dawno, ale niestety prawda. Wtedy się chyba zmieniłyśmy, co? Tak myślę, że wtedy … tylko jakoś różnie się to objawiło … ty stałaś się robotem, maszyną do grania, a ja … ja szukałam idealnego świata …
Ada - Nie wracajmy do tego! Pogadajmy lepiej o nowym teatrze.
Nina - Wyspowiadałaś się kiedyś z tego? Nie? Ja też nie, to może czas to wreszcie zrobić …
Ada - Rozmawiałam o tym setki razy z Bogiem …
Nina - Tak! A ja ze Świętym Mikołajem … to się nie liczy. Zrobiłyśmy coś złego … trudno … wykrzyczmy to i schowajmy do grobu. Przecież nikogo nie zabiłyśmy.
Ada - Ale parę karier próbowałyśmy złamać. Z drugiej strony, czy my tego z wiekiem nie wyolbrzymiamy? Co tak naprawdę zrobiłyśmy? Puszczałyśmy na ich temat plotki, lecz teatr to taka patologiczna rodzina … wszyscy się obgadują.
Nina - Lecz nasze plotki były wyjątkowo perfidne … pozbawiły je paru znaczących ról. Ja nigdy ich nie uważałam za koleżanki, ale czy to coś zmienia?
Ada - Wiesz, że najważniejszy jest początek … albo zostaniesz dostrzeżona od razu, albo będziesz niedoceniona do końca.
Nina - Ale to było jeszcze w szkole aktorskiej, byłyśmy głupie … myślałyśmy, że wszystkie chwyty dozwolone. W innych uczelniach tego jeszcze nie było, a u nas już trwał wyścig szczurów …
Ada - Wiesz, ja często myślę, czy gdyby nie te potworności, których się dopuściłyśmy, byłybyśmy dziś w tym samym miejscu?
Nina - Czyli gdzie, w domu opieki?
Ada - Wiesz dobrze, o czym mówię … jak powiem, że doszłyśmy w naszym zawodzie na sam szczyt, to chyba nie skłamię …
Nina - Szczyt szczytów … pierwsze piętro domu opieki społecznej.
Ada - Skończ z tym, kretynko! Przecież wiesz, że to nie jest zwykły dom starców. A poza tym do wszystkiego doszłyśmy same … tamto nie miało znaczenia … parę ciosów poniżej pasa. To nie jest tak, prawda? Gdyby tak było, to nie pamiętałabym tego 60 lat, nie umierałabym na myśl, że może się to kiedyś wydać.
Nina - Każdy człowiek ma coś za uszami … jedni współpracę z bezpieką, drudzy kopanie dołków pod innymi.
Ada - Dlaczego byłyśmy takie ambitne? Miałybyśmy spokojne życie i czyste sumienie …
Nina - Przestań! Jesteśmy ambitne i co z tego? Może nawet chorobliwie ambitne … może nawet do tego stopnia, że nie potrafiłyśmy się przyjaźnić. Ale miałyśmy piękne życie … ja nawet nie mam pewności, czy gdybym mogła wrócić do tamtych lat, czy nie zrobiłabym tego jeszcze raz. Na pewno podłożyłabym świnię tobie … byłaby to zdecydowanie większa świnia … ogromna.
Ada - To znaczy, że ty … co ci jest? Tylko mi tu nie zasłabnij! Nie zgadzam się … nie będziesz się przy mnie migdalić z panem Zenkiem … tym razem to ja ci zrobię sztuczne oddychanie … będę miała pretekst trochę cię potarmosić za wszystkie niegodziwości, które mnie od ciebie spotkały … ty chyba nie zamierzasz mi teraz umrzeć … przecież będziemy, Złotko, zakładać teatr … znowu chcesz się buntować … w twoim wieku … nikt normalny nie umiera w przeddzień seksu z młodszym terapeutą … nacisnęłam dzwonek, zaraz ktoś przyjdzie z pomocą … otwórz wreszcie oczy, nie zapominaj kim jesteś … śmierć też trzeba umieć zagrać … nie rób mi tego … kocham cię, kretynko, debilko … Boże! Jesteś coraz bledsza …
Nina - Lepsza? Mówisz, że jestem lepsza?

K O N I E C



Łupstych, 21.11.2011
Jerzyszczudlik
 
Posty: 1
Dołączył(a): So, 15.11.2014 10:47

Powrót do Wasza twórczość