Wycieczka do aquaparku (cz. I)

Tutaj publikujcie swoje opowiadania, scenariusze, felietony, rysunki itp

Wycieczka do aquaparku (cz. I)

Postprzez piwonie86 So, 27.02.2016 08:35

Nagle, po naciśnięciu przypadkowo wybranego guzika gorące jacuzzi zmieniło się w pulsujący materac. Bardzo przyjemnie unosiłam się i lekko opadałam wpasowana w jakieś tworzywo zdolne do zapamiętywania kształtu. Jednak coś nie pozwalało mi całkowicie oddać się relaksowi, zaczęłam odczuwać niepokój, a nawet strach, już wiem, umilkły głosy dziewcząt pluskających się w basenie obok, były pod moją opieką na wycieczce do aquaparku. Chciałam podnieść się i sprawdzić co robią, ale gąbka na której leżałam, jakby mnie przytrzymywała - czułam jednocześnie przyjemność i niepokój. Po chwili, gdy jakoś wygramoliłam się z tego chytrego materaca, dotarło do mojej świadomości, że w ogromnym pomieszczeniu nie ma nikogo oprócz mnie, po dziewczynkach ani śladu.
Starałam się zachować spokój - przecież to aquapark - pobiegły w inne miejsce - ale czułam że coś jest nie tak, ruszyłam w kierunku drzwi, które, tak na pierwszy rzut oka burzyły monumentalny wygląd przeciwległej ściany i zachęcały, aby za nie zajrzeć. Przemierzenie tego monstrualnego namiotu zajęło wiek, nienawidzę takich technicznych budowli ze ścianami ze szkła i tysiącem stalowych belek pod sufitem, ale gdy otworzyłam drzwi wcale nie poczułam się lepiej, wąski bardzo długi korytarz nie był ani trochę bardziej przyjazny niż to wielkie pomieszczenie, które opuściłam - nikogo i ta dzwoniąca w uszach cisza - może jakieś lekkie szumy, bulgotanie - to wszystko.
Z duszą na ramieniu ruszyłam do przodu, po około pięciu minutach a może nawet dłużej, otwór w ścianie, a za nim jakieś dmuchane drabinki, zjeżdżalnia, z kąta szyderczo uśmiechał się do mnie clown z wielkim czerwonym nosem - żadnych dzieci - muszę biec dalej, tak zaczęłam biec. Cisza. Na szczęście nie trwało zbyt długo, gdy wydobyłam się z tego schizofrenicznego korytarza, świetne miejsce na kręcenie scen do thrillera – widok zmienił się, tutaj dominował czarny, wszystko było wyłożone czarną folią, a podłoga, właściwie to kładki nad wielkim basenem chybotały się pod nogami. Zaskoczona tą zmianą z trudem złapałam równowagę, ale co tam wreszcie jacyś ludzie - strażnicy w mundurach. Ulga, nie jestem sama. Czy widzieli szkolną wycieczkę - dziewczynki i chłopców z opiekunką. Zanim zdążyli odpowiedzieć, w oddali ku mojemu zdumieniu zauważyłam kolegę, który pracował ze mną w jednej szkole jakieś osiem lat temu, wuefista. Szedł w moim kierunku po chybotliwej kładce z pontonem pod pachą. Uff, nie jest źle, zaraz znajdą się dzieci. Próżna nadzieja, wielka fala, która nagle uniosła kładkę do góry porwała ponton, kolega trzymał się jakiejś stalowej poręczy, zanurzał rękę w wodzie i wołał - uważaj na ryby piły, żerują między dziesiątą a jedenastą. Pomyślałam, że żartuje sobie ze mnie, może zapamiętał jak śmiałam się, gdy kiedyś na lodowisku ciągle przewracał się i komicznie wymachując rękoma chwytał się bandy otaczającej lód, kompletnie nie umiał jeździć na łyżwach, a przecież był młodszy i bardziej sprawny ode mnie. O Boże, tej ręki już nie wyciągnął z wody. Krzyczę, znowu zjawiają się strażnicy i pokazują na znaki wokół basenu - Zachować ciszę. Dopiero teraz zobaczyłam na ścianie wielki elektroniczny zegar wskazujący minutę po dziesiątej. Jezu! Po chybotliwej kładce przeczołguję się na drugą stronę - tropikalna plaża z leżakami i parasolami - pusta - na jednym z leżaków jakieś niemowlę coś guga i przebiera nóżkami, pochylam się nad nim - robi mi się naprawdę słabo - ma twarz spalonego słońcem staruszka, tego już dosyć. Ratunku!
Znienacka w polu widzenia pojawia się jakaś grupa, na czele rozpoznaję Dorotę od francuskiego, coś opowiada, tak to moi - na chwilę przysiądę na barierce - odpocznę i dołączę do nich, dobrze, że są cali i zdrowi.
Odwróciłam się jeszcze, aby odszukać wzrokiem budkę strażniczą i dawnego kolegę, ale za moimi plecami biegła autostrada, po której sunął jeden autobus, ani śladu po aquaparku, strażnikach, czarnej folii.
Ok, to już sobie pójdę - hej, gdzie są dzieci z Dorotą, przed momentem widziałam ich z odległości dwudziestu metrów. Nie mogę uwierzyć, że znowu jestem sama, nie licząc tego niemowlaka o twarzy starca.
piwonie86
 
Posty: 12
Dołączył(a): Cz, 18.02.2016 16:46

Powrót do Wasza twórczość



cron