Wycieczka do aquaparku (cz. V)

Tutaj publikujcie swoje opowiadania, scenariusze, felietony, rysunki itp

Wycieczka do aquaparku (cz. V)

Postprzez piwonie86 N, 05.06.2016 11:19

Powrócił głód. Muszę coś zjeść. Rozejrzę się po okolicy, jest jakaś łąka, w oddali lasek, i to chyba wszystko. Gdybym była hologramem, to nie musiałabym jeść – co za bzdury przychodzą mi do głowy. Idę w kierunku lasku, taki fajny letni spacer – na łące kwiaty i motyle. Jak są motyle to pewnie są i ptaki. Zapach łąki uspokoił mnie, jest jak na wakacjach, zaraz coś zjem – fajnego. Nie pomyliłam się już na skraju lasu kupa spożywczych śmieci – resztki chrupek, trochę kaszy, słoik po kawie i konserwa. Ze słoika wylizałam smak do samego dna, chrupki podzieliłam na dwie części i wrzuciłam do kieszeni, kaszę zmieściłam w jednej dłoni, w drugiej trzymałam konserwę. Zastanawiałam się czy wracać, okolica była całkiem przyjemna, ale pod mostem miałam dach nad głową. Przyjdę tu jutro, może w tym lesie są jakieś jagody, grzyby, podobno kurki można jeść na surowo. W kieszeni szlafroka miałam ciągle papieros elektroniczny i szlag mnie trafiał, że przeszłam na to elektroniczne dziadostwo – gdybym nadal paliła tradycyjne „Malboro” to pewnie miałabym przy sobie zapalniczkę. A tak d...a zimna, za krzesanie ognia na razie nie będę się brała, widziałam jak na filmie facet zdarł sobie skórę do mięsa zanim wykrzesał maleńki płomyk. Po słoik przyjdę jutro.
***
Z kaszą w dłoni usiadłam pod słupem, przydałby się ten słoik, a tak nie miałam co z nią zrobić. Włożyłam troszeczkę do ust i zaczęłam żuć. Jak to dobrze, że ludzie nadal wyrzucają różne śmieci do lasu, może znajdę tam coś na czym będę mogła spać. Rozmarzyłam się i zapadłam w drzemkę. Obudziło mnie delikatne buczenie w okolicy nadgarstka. Co to, przestraszyłam się, że jakaś mysz lub coś jeszcze gorszego – szczur, ale nie, buczał pasek z Aquaparku, który przecież ciągle miałam na ręku. Numer szafki odbijał się od tła jakby był fluoroscencyjny – 128. Acha, jestem numerem sto dwadzieścia osiem.
Dni były podobne jeden do drugiego, w lesie znajdowałam trochę jedzenia, nawet zaczęłam podejrzewać, że ktoś specjalnie je podrzuca, żebym nie umarła z głodu, piłam deszcz, kąpałam się w deszczu, deszcz opłukiwał mój już całkiem poszarzały szlafrok. Raz przy mojej kałuży zobaczyłam wróbla, strząsnął wodę ze skrzydełek i odleciał. Żyłam tak bez nadziei tracąc poczucie czasu, pod słupem miałam posłanie z gałęzi i mchu, w słoiku trzymałam chrupki i kaszę, do tej pory nie otworzyłam konserwy. Przy drodze zrywałam pokrzywy, na skraju lasu znalazłam krzak malin. Zrywałam nie tylko owoce, ale i liście, rozkładałam je na betonie i suszyłam – tylko nie wiem po co, bo żaden ratunek z pewnością nie nadejdzie. Podpucha z tą kreatywnością - jak zwykle – umrę kilka tygodni później. Zaczęła doskwierać mi samotność, nigdy nie byłam zbyt wylewna, ale tyle czasu bez żadnego towarzystwa, dawniej nie raz rozmawiałam sama ze sobą, ale teraz bałam się, że zupełnie stracę poczucie rzeczywistości. Jakiej rzeczywistości?
Pewnego ranka znowu przymierzyłam perukę i przeglądałam się w betonie jak w lustrze. Wtedy usłyszałam swój głos:
- Cześć, skąd jesteś?
- ze wschodu, Rivne na Ukrainie, a ty?
- ... ja jestem z stąd, mieszkam tu niedaleko, nie wiem dlaczego kłamałam.
- Wiktoria
- Małgorzata
Sciągnęłam perukę z głowy, co ja wyrabiam – kim jestem?
Ale gdy zrobiłam już ten pierwszy krok, to każdego następnego dnia opowiadałyśmy sobie o różnych rzeczach. Zawstydziłam się, kiedy spytała mnie czy udaję orgazm? Ucięłam rozmowę i zaczęłam sobie przypominać jak było.
***
Buczenie paska z Aquaparku wyrwało mnie ze snu w środku nocy, co znowu? Jakieś ostrzeżenie czy Bóg wie co? Wstałam, na łące były białe i czerwone światła, nie wiedziałam co to może być, więc powoli i ostrożnie szłam w tamtą stronę. Najpierw z oddali zobaczyłam ludzi ustawiających się w kolejkę, po co?, dopiero potem z mroku wyłoniło się coś na kształt niewielkiego bilbordu ze migającymi numerami. Szybko zorientowałam się, że ludzie wypatrują się w ten ekran i w pewnej chwili opuszczają swoje miejsce w kolejce. Idą... Na ręku znowu buczenie i błyski, podniosłam wzrok, na ekranie – 128... to ja, 128 to mój numer. Poszłam w ciemność tak jak inni przede mną. Nie zastanawiałam się ani chwili co może mnie tam spotkać.
piwonie86
 
Posty: 12
Dołączył(a): Cz, 18.02.2016 16:46

Powrót do Wasza twórczość