Szanowna Pani Krystyno,
miał być lekki dzień, po morderczy dwóch tygodniach. Mówię sobie -- fajnie! Okazał się to być oczywiście dzień z piekła rodem, w każdym razie znacznie cięższy niż planowałem. Cały czas powtarzałem sobie w głowie: "No tak! Lekki dzień zdjęciowy!". Godzina 18:50, pierwszy moment na oddech, mówię, dobra, zróbmy sobie przyjemność! Przeczytałem Pani felieton o wiadomym tytule. Odetchnąłem głęboko po lekturze! Pffff, dobra -- to nie był wcale trudny dzień! Kolejny raz Krystyna Janda dodaje sił! Dziękuję.
Jak zawsze, z całego serca, wszystkiego, wszystko dobrego.
Łączę wyrazy szacunku,
Artur A.
