przez depp28 Wt, 01.01.2008 18:59
WARSZAWA
PLENER. ULICA – DZIEŃ
Pogodne zimowe popołudnie. Budynki, ulice, przejeżdżające samochody; wszystko wokół pokryte jest białym puchem. Tyrmand wraca z podróży. W rękach trzyma walizki.
WNĘTRZE. ZWIĄZEK LITERATÓW POLSKICH – DZIEŃ
Trwa posiedzenie Komisji Kwalifikacyjnej Związku Literatów Polskich. W komisji zasiadają trzy osoby, z boku przebieg posiedzenia notuje protokolantka.
Członkowie komisji mierzą wzrokiem siedzącego przed nimi Tyrmanda.
CZŁONEK KOMISJI 1
Zbyt wiele to pan nie ma w swoim dorobku, panie Tyrmand?
TYRMAND
Takie czasy, cóż na to poradzę...
CZŁONEK KOMISJI 1
Tak...
CZŁONEK KOMISJI 2
Może spróbowałby pan opublikować coś
w PAX-ie? Katolickie wydawnictwo przecież?
TYRMAND
Przepraszam, ale nie współpracuję z półoficjalnymi instytucjami.
Wszyscy śmieją się, tylko protokolantka ma wciąż poważny wyraz twarzy.
CZŁONEK KOMISJI 2
Rozumiem i wcale się panu nie dziwię...
CZŁONEK KOMISJI 1
Dobrze, to nie zatrzymujemy już pana dłużej... Ciężko będzie, ale zobaczymy co da się zrobić.
WNĘTRZE. KAWIARNIA – DZIEŃ
Tyrmand i Kisielewski siedzą przy herbacie i rozmawiają.
TYRMAND
Komisję kwalifikacyjną dzisiaj miałem.
KISIELEWSKI
I jak?
TYRMAND
Mam czekać na decyzję.
KISIELEWSKI
Znając twoje szczęście...
TYRMAND
Coś sugerujesz?
KISIELEWSKI
Nie, skądże... Jak już cię tam przyjęli, to po co mieliby usuwać? To nielogiczne... Zresztą, jak cały ten Związek Literatów.
Tyrmand przegląda gazetę. Zatrzymuje się na dodatku sportowym.
TYRMAND
Słyszałeś? (czyta) „Trybuny w Sztokholmie oniemiały, gdy hokeiści radzieccy odebrali tytuł mistrza świata ojczyźnie hokeja!”
KISIELEWSKI
Nie, pokaż... No, proszę... A jednak i w komunizmie można coś osiągnąć!
TYRMAND
Akurat... Rosyjscy zawodowcy przeciwko prowincjonalnemu Lyndhurst Motors... Ale
o tym już pan redaktor wspomnieć zapomniał.
KISIELEWSKI
Wiesz Leopold, ja to nawet pochwalam. Napoleon też nie robił nic innego, tylko tak się urządzał, aby bić się z najsłabszym przeciwnikiem. A teraz wszyscy go mają za geniusza, ma pomniki i legendę... Po cholerę Ruscy mają grać z zawodowcami, którzy ich naleją, gdy lepiej jest nalać kogoś na pewno i ogłosić, że się jest najlepszym ze wszystkich... Dowodzi to wysokiej mądrości i przezorności kierownictwa w Rosji, a także tego, że z czasem opanują cały świat.
TYRMAND
Kisiel nie mówisz tego poważnie?
Kisielewski śmieje się.
Tyrmand zatrzymuje wzrok za jego plecami. kilka stolików dalej dostrzega BOGNĘ. Dziewczyna ma piętnaście lat, jest ubrana w granatową bluzkę w groszki, krótką spódniczkę
i podkolanówki.
Bogna uczy się przy talerzu zupy.
PLENER. ULICA – NOC
Tyrmand wraca do domu wieczorową porą przez zniszczoną i zabiedzoną dzielnicę Warszawy. Mijający go mężczyźni tzw. „margines” spoglądają na niego spod łba.
Po drugiej stronie ulicy Tyrmand zauważa stojącą w bramie kobietę.
Kobieta ma na sobie mocny makijaż, jest prowokacyjnie ubrana. Rozmawia z jakimś mężczyzną. Po chwili wyciąga zza stanika pieniądze. Mężczyzna bierze je, przelicza i część zabiera dla siebie.
Tyrmand idzie dalej.
WNĘTRZE. YMCA – NOC
Pokój Tyrmanda. Tyrmand siedzi przed maszyną do pisania. Jest zamyślony. Palce ostrożnie uderzają w klawiaturę. Na kartce pod datą „1 stycznia 1954 roku” pojawia się tekst.
TYRMAND (OFF)
Rano ukorzyłem się przed Bogiem. Jak zawsze z racją świąt, początków, końców, rocznic, urodzin, imienin, spełnień i w ogóle przy każdej okazji, jaka się do tego nadaje. Oraz z innych powodów do metafizycznych rozrzewnień. Stąd – w imię Boże, zacznijmy wreszcie ten dziennik. Wiążę z nim niejasne nadzieje, jakże więc bez Boga?
PLENER. ULICA – DZIEŃ
Mroźny, zimowy dzień. Tyrmand idzie ulicą. Zatrzymuje się przed księgarnią. Zamyślony przygląda się leżącym na wystawie książkom cudzych autorów.
WNĘTRZE. YMCA – DZIEŃ
Pokój Tyrmanda.
Tyrmand pisze na maszynie. Palce swobodnie poruszają się po klawiaturze. Na kartce pojawiają się kolejne części tekstu.
TYRMAND (OFF)
Miałem zaproszenie do Klubu Dziennikarzy. Dlaczego mi jeszcze przysyłają nie wiem. Sylwester u nich to dzisiejsza warszawska ekskluzywność i snobizm. Dla mnie nie było to takie proste. Miałem niedawno wirusowe zapalenie wątroby i zakaźną żółtaczkę,
a więc ani kieliszka wódki.
WNĘTRZE. SALA BALOWA - NOC
PRZEBITKA
Obszerna sala po części wypełniona gośćmi. Wszyscy elegancko ubrani, panie w wieczorowych sukniach, panowie w garniturach bądź frakach. Cały czas schodzą się kolejne pary. Wśród nich Tyrmand z Bogną.
TYRMAND (OFF)
Czułem się staro, było mi niedobrze
i niesłusznie. W tych warunkach, przyznać trzeba, Bogna była jak z nieba.
PRZEBITKA
Bogna wygląda dokładnie tak jak ją opisuje Tyrmand. Ludzie są nią zachwyceni. Wszystko dzieje się zgodnie ze słowami Tyrmanda.
TYRMAND (OFF)
Wyglądała ślicznie: wysoka, smukła, ciemna, bez krzty chemii na cienko skrojonej twarzy, koloryt i pełnia ramion i piersi jak z Ingresa lub choćby Czachórskiego, suknia prosta z ciemnozielonej tafty, czarne baleryny. Idąc otwierała szpaler spojrzeń.