przez Beatkp Wt, 24.03.2026 12:31
Mój świat rozpadł się na kawałki po śmierci taty i od 6 tygodni codziennie zalewam się łzami. Nie wiem, czy to jeszcze norma, czy już moment na lekarza. Boję się jednak samej wizyty – nie wyobrażam sobie mówienia o bólu, a tym bardziej siedzenia z obcą osobą w głuchym milczeniu za pieniądze. Czuję, że moje serce pękło i nic więcej nie potrafię z siebie wykrzesać. Czy psycholog faktycznie „wyciąga” z takiego stanu, czy tylko biernie słucha (lub milczy), gdy pacjent nie wie, co powiedzieć?